Po przetrwaniu i przebrnięciu najpopularniejszego i najbardziej znanego ze szlaków po Słowackim Raju, czyli tego w górę Suchej Beli, można się pokusić o kolejną szeroko reklamowaną w przewodnikach i ulotkach trasę – a mianowicie przełomem rzeki Hornad Na mapie wygląda łagodniej, co jest staje się istotne szczególnie wtedy kiedy towarzysz naszej podróży zaczyna alergicznie reagować na szlaki z ikonką drabinki.
Ale gdyby Wam się zaczęło wydawać, że będzie to jak spływ Dunajcem, to nic bardziej błędnego. Żadnej tratwy. Sporo adrenaliny. My, nasze nogi i ręce oraz „stupaczki”, drabinki (ale takie niziutkie), łańcuchy, ścieżynki, mosty.  I  długo. Nie dla leniwców:)

Hornad utworzył tu doliny – kaniony, których ściany czasem są wysokie na 300 metrów.  Nad samym brzegiem bywa ciemno bo skały zasłaniają niebo, dzięki czemu sporo mu ciekawej roślinności.
Szlak na początek biegnie łąką, potem laskiem, aż dochodzimy do skały, z której roztacza się widok na początek trasy i na rzekę. Ściśle ujmując na górny bieg rzeki Hornad. Na początek idziemy w dół, więc nieźle :). Po przejściu przez mostek mijamy strażnika parku, któremu pokazujemy nasze bilety i ruszamy wąską ścieżyną.

Dzisiaj pogoda jest nieco ładniejsza, dlatego spotykamy na szlaku trochę ludzi. Zadziwiające ilu jest tu osób spoza Słowacji. Po chwili napotykamy nasze ulubione schodeczki:

A te lubię najbardziej:

Co do solidności zachowania niektórych konstrukcji można mieć zastrzeżenia, czasem coś skrzypi, wysuwa się, czy dziwnie wygina, ale przeżyłyśmy!

Ale przyroda pomoże ukoić nerwy, takimi ładnymi załomami, zakrętami, kamienistymi plażami.

Ryb w wodzie raczej trudno się dopatrzeć, ptaki z rzadka ćwierkają, za to roślinność dość bujna i często rzadka. Warto z recepcji campingu w Podlesoku wziąć bezpłatną ulotkę (Fundusze Unii) pt. Siedliska o znaczeniu europejskim w Parku Narodowym Słowacki Raj (dostępną również w języku polskim) i poczytać – to taki mini przewodnik do oznaczania roślin i zwierząt. Chociaż tego czegoś na zdjęciu powyżej grzybopodobnego nie było.
I idziemy dalej, a tak zwyczajnie –  kolejne „stupaczki”:

Kilka razy przechodzimy mostkiem z jednego brzegu na drugi, czasem się wspinamy, czasem idziemy w dół.

Aż po Letanovsky mlyn. Znajduje się tu mały bar i domki kempingowe. Można napić się piwa i zdobyć ozdobną pieczątkę wewnątrz. Nie wiem dlaczego, ale po polsku było napisane, iż korzystając z ławek, by spożyć własny prowiant kup człecze chociaż coś do picia:).
Zaraz za tym miejscem odbijamy przez odnowiony mostek ze szlaku niebieskiego na czerwony w kierunku Klastoriska. Pod górę. Dość ostro, ale drogą Frodo:

Gdy wychodzimy na polanę niebo przejaśnia się i mamy piękny widok na Tatry:

I niezidentyfikowane rośliny:

Na szczycie znajduje się działające schronisko, w którym można zjeść obiad (wybór z około 10 różnych dań) i oczywiście wypić słowackie piwo. Jednak zdjęcia potraw nie skusiły nas do ich zamówienia, mimo lekkiej mżawki ruszyłyśmy w dół, szlakiem zielonym. Szlak to dość szeroki, schodzący zakosami w dół do znanego nam już połączenia szlaków w Hrdle Hornadu, skąd niebieskim wrócimy na kamping w Podlesoku i naszego baru z dobrym jadłem (O jakże żałuję, że nie zdążyłam zjeść buchty na parze!).

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

trasa: Podlesok camping – szlak niebieski do Hrdla Hornadu – szlak żółty do Letanovskiego mlyna – szlak czerwony na Klastorisko -zielony do Hrdla Hornadu – niebieski do Podlesoka
czas przejścia około 5 godzin

szlak jest dwukierunkowy, pomimo iż jest często bardzo wąski:)