Usłyszałam dźwięk silnika. Najbardziej absurdalny ze wszystkich dźwięków, jakie powinny wyrywać nas ze snu, gdzieś na południu Jordanii. W dolinie pełnej piachu i skał. Bardziej na miejscu byłby świst wiatru, stukot spadających skał czy nawet meczenie owiec. Ewentualnie ryk wielbłąda. To byłoby nawet takie filmowe. Taki zwierz podskubujący nam namiot… Tak, takie zwierzęta byłyby na miejscu. I bardziej prawdopodobne. Coś przecież zostawiło te wyschnięte bobki, które wczoraj wymiataliśmy spod akacji. Klakson. A tak, samochód. Zapomniałam, że coś przecież przyjechało. Pierwsza noc na Szlaku Jordańskim dobiegła końca.

 

Wadi Rum, Szlak jordański

 

Jeśli w Jordanii nie mówią po jordańsku, to jak?

Obudzony przeze mnie Piotrek (jego nie obudził nawet rumuński niedźwiedź rozdzierający namiot, więc co tam pomruki silnika) potrzebował popchnięcia w działaniu. Jordania, arabski kraj, na całe szczęście nikt się nie spodziewa, że baba będzie go witać. W odruchu litości każę mu założyć spodnie i wypycham z namiotu. Dociera do mnie szemrzący potok słów.

Rozmowa??? Przegapiłam moment, w którym Piotrek nauczył się mówić po arabsku? Jesteśmy tu dopiero jeden dzień!

 

W Jordanii, a właściwie w Jordańskim Królestwie Haszymidzkim urzędowym językiem jest nowoczesny język arabski. Oczywiście na co dzień, jak w każdym języku,  używa się jego wersji potocznej. W jordańskim arabskim znajdziemy sporo naleciałości z języka tureckiego, angielskiego i francuskiego. Oficjalnie wyróżnia się trzy jego warianty: miejski, wiejski i beduiński. Ale czym się różnią, nie mam bladego pojęcia. A nawet gdybym miała, to i tak nie jestem w stanie tego usłyszeć w mowie;)

 

Jak śpiewnie brzmi ich dialog. Z gracją szpiega wychylam głowę z namiotu. Przy otwartym bagażniku terenówki stoi młody smukły Arab w nieskazitelnie białej galabiji (coś na kształt długiej koszuli/sukni). Na głowie kefija w biało-czerwoną kratę (luźna chusta ) z przytrzymującym to wszystko agalem (czarny powróż w formie krążka). Jak z pocztówki. Obok Piotr, w lekko już przybrudzonych spodniach trekingowych i koszulce, pamiętającej lepsze czasy. Mówią naraz. Piotr wczuł się w melodię języka swojego rozmówcy i wypluwa z siebie nieistniejące słowa. Trochę jęczy, trochę śpiewa z uśmiechem na ustach: uajajkajabahajoojaju. Nieważne były słowa, i tak nie znali swoich języków. 

 

Jordania, góry niedaleko Aqaby

 

Występ kończy wymiana darów: jordańskie puszki schłodzonego soku z mango za dobre polskie słowo. Beduin uczynił muzułmańską sadakę (dobrowolna ofiara na biednych – więcej na temat filarów islamu w tabelce)

 

W Jordanii dominującą religią jest islam w sunnickiej odmianie. Niewielki procent mieszkańców to chrześcijanie. Pięć obowiązków religijnych dobrego muzułmanina: 1. Wyznanie wiary, 2. Modlitwa (5 razy w ciągu dnia, twarzą zwróconą w kierunku Mekki, odmawiać ją można praktycznie wszędzie, jeśli się ma ze sobą modlitewny dywanik), 3. post 4. jałmużna: a) zakat – obowiązkowy podatek na rzecz gminy muzułmańskiej: 1/10 darów natury lub 2,5% z dochodów b) sadaka – dobrowolna ofiara na biednych 5. pielgrzymka do Mekki

 

Piękny pierwszy poranek na Szlaku jordańskim. 

Woda po arabsku

Szlak jordański dotknął brzegu wsi Titen i zaraz ją porzucił. Niskie budynki otoczone wysokimi betonowymi murami wyglądały na opuszczone. Wiatr przerzucał foliowe worki po szerokim placu. Resztki metalowej bramy  skrzypiały poruszane wiatrem. Dźwięk z amerykańskich westernów, kiedy to w samo południe na głównym placu, coś miało się stać. Ktoś powinien zginąć. Upał pozbawiał już nasze umysły rozsądku. Potrzebowaliśmy wsi Titen. Potrzebowaliśmy jej mieszkańców. Źródła wody, póki co istniały tylko na mapie. Cysterny na niej zaznaczone były albo puste, albo zaczerpnięcie z nich wody wymagało wiadra i liny. Potrzebowaliśmy wody. 

Stałam na środku wielkiego placu. Piotrek z butelkami stanął pod jedyną z zamkniętych bram i zastukał . Po sekundzie pojawił się w niej stary zgarbiony Beduin. Przykucnął, by łatwiej mu było wziąć butelki. Po chwili wrócił z butelkami lodowatej wody. W całej tej scenie padły cztery słowa. Po dwa z każdej strony: powitania i podziękowania.

 

Słowniczek podstawowych przydatnych zwrotów arabskich: (zapisanych fonetycznie amatorsko, tak, jak my je wypowiadaliśmy): Salam Alejkum – Pokój z Tobą/Dzień dobry/Witaj: odpowiadamy na to pozdrowienie: Alejkum Salam/Alejkum a Salam Marhaba – cześć, witaj Kefala? Jak się masz? Ismi …. – Mam na imię ….. Szukran – Dziękuję Afłan – Proszę, nie ma za co, Maasalam – Do widzenia Bolanda – Polska meszi – na piechotę

 

Za wsią odnaleźliśmy zagubionych mieszkańców Titen. Szlak jordański poprowadził nas przez środek ich pastwisk (jeśli tak nazwiemy rozległe doliny wyschniętych rzek). Stada kóz i owiec od dziesiątek lat przeżuwają niewidoczne na ludzkiego oka źdźbła, pomagając przeżyć ludziom pustyni. 

 

Szlak Jordański, Jordania, góry

 

O tym jak nasz telefon trafił na barierę językową i nie zrozumiał, która jest właściwie godzina w Jordanii .

Stanęliśmy u wrót szerokiej wadi. Piaszczysta kręta droga, która po deszczu staje się korytem rzeki, ginęła gdzieś w jej głębi. Resztę wypełniały kamienie. Żadnych drzew. Telefon wskazywał prawie 18-tą. Słońce stało dosyć wysoko na niebie. Terenowa toyota powoli przebijała się przez dolinę. Kobieta w hidżabie, mężczyzna w trekingowym stroju. Przewodnik z Wadi Rum, do której zmierzaliśmy. Pierwsza osoba w ciągu trzech dni, która wiedziała, że istnieje coś takiego jak Jordan Trail (Szlak jordański). I że są na świecie ludzie, którzy lubią chodzić na piechotę w czasie wolnym (o tym zagadnieniu nie omieszkam rozpisać się w oddzielnym poście). Ważna postać, która pojawi się jeszcze w kolejnych dniach w naszym życiu 😉

 

Jordania, szlaki, pustynia

 

Zrobiło się późno. Czas na cowieczorny taniec. Najpierw oczyszczanie z kamieni i drobnych kamyków jakiegoś kawałka równego terenu. Potem wymiatanie kozich i owczych bobków. Rozbijanie namiotu i przywiązywanie odciągów do kamieni (o wyższości namiotów samonośnych nad tymi nie-, na terenach kamienisto – pustynnych chyba nie trzeba nikogo przekonywać). Potem alumaty, śpiwory, plecaki. Gotowanie kolacji. Robienie notatek (Tak będą wyglądać nasze wieczory przez najbliższe kilkadziesiąt dni, pełna automatyka). A potem wsłuchiwanie się w odgłosy nocy i oczekiwanie na sen.

Tego dnia przeszło obok nas stado owiec:

 

 

I noc nie chciała nadejść. A wewnątrz namiotu łaźnia. Na zewnątrz pustynia bez cienia. Bezczynne oczekiwanie na zmrok powodowało głód. A ilość naszego prowiantu nie przewidywała dwóch kolacji tego samego dnia. Kiedy maszerujemy planujemy nasze dni tak, by nie kończyć ich zbyt wcześnie. Jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało. Zjeść i spać. Tak jest najlepiej. Kiedy człowiek ma za dużo czasu wolnego, nie tylko głupoty przychodzą do głowy, ale i zaczyna być głodny. Przynajmniej my tak mamy.  A co zrobić jeśli telefon ciągle pokazuje wczesny wieczór? I nawet wymyślanie teorii dlaczego słońce nie chce zajść za horyzont męczy! Kiedy nagle …

No właśnie, kiedy nagle …piknął włączający się przypadkiem drugi telefon. Ten zwyczajniejszy, z jedną kartą sim. Zgrabnie zalogował się do systemu. I wyświetlił wielkimi cyframi godzinę. O 120 minut różną od tej, która myśleliśmy, że jest. Że jak to tak? Że zakończyliśmy dzisiejszą wędrówkę o 15-tej? Android nie zna arabskiego? 😉

Wołałabym zobaczyć skorpiona.

 

Czas w Jordanii: strefa czasowa UTC+2 zimą i UTC+3 latem, co oznacza, że Jordanii jest o godzinę później niż w Polsce (gdy w Polsce jest 12.00 to w Jordanii 13.00, dzień przejścia z czasu zimowego na letni w 2017 był różny dokładnie o 1 tydzień: w Jordanii zegarki przesunięto o 1 tydzień później)

 

Tej nocy nie dość, że się naprawdę wyspaliśmy, to też wstaliśmy koło piątej, razem ze słońcem.

Szlak jordański – Mijając bokiem Wadi Rum

Szlak jordański nie doczekał się wyznakowania w terenie (oprócz paru kilometrów już na samej północy). Czasem można potknąć się o jakieś kopczyki kamieni. Dlatego też trzeba tu stać się owcą lub kozą. Myśleć jak one. Tropić. Może te zwierzęta nie wyglądają na sprytne i sprawne, ale nie raz podziękujesz im za wydeptanie Ci ścieżek, na stromym skalistych zboczach. Kiedy GPS odbija się od jednej ściany do drugiej, a Ty musisz wybrać: prawa czy lewa strona kanionu? Pomyłka może kosztować Cię parę godzin wracania się do punktu nieroztropnego wyboru. I jak? Już je lubisz? Meee 😉

 

Wadi Rum, pustynia, szlaki

 
Ludzie na Szlaku Jordańskim często będą Cię pytać o zwierzęta. Na początku o to, czy się nie boisz. Tych wilków, hien i szakali. I jeszcze podstępnych skorpionów i węży. A potem  np. czy nie widziałeś przypadkiem wielbłąda. Powiesz tak, bo większość z nas chociaż raz w życiu widziała wielbłąda, choćby w filmie „Duże zwierzę” Stuhra. I tu zaczynają się schody. Na Szlaku jordańskim raczej nie schody, a całe wydmy. Bo oni szukają konkretnego wielbłąda, tu i teraz. I co cwaniaku, widziałeś?

 

Wadi Rum, wycieczki

 

Ja tak. Szedł sobie taki jeden, samotny wielbłąd środkiem Wadi Rum.  Szlak jordański biegnie tutaj zachodnim skrajem tej doliny. Przez połowę dnia widzieliśmy tylko piaski i skały. I w oddali kolumny terenówek obwożących gości pomiędzy najważniejszymi atrakcjami Wadi Rum. Słońce prażyło nadając coraz bardziej czerwony kolor skałom w Dolinie zwanej Księżycową. A ten wielbłąd po prostu szedł sobie środkiem doliny na południe. Ta ucieczka nie mogła się udać. Szedł zbyt powoli zachłyśnięty wolnością. Nastoletni Beduini w toyocie szukali go jakąś godzinę później. My ciągle jeszcze wędrowaliśmy szlakiem, brzegiem Wadi Rum, gdy oni go już prowadzili z powrotem do roboty. 

Trzeciego dnia obudziliśmy się już w jednej z głównych jordańskich atrakcji, czyli w Wadi Rum. 

 

Szlak jordański – informacje:

 

Dzień 1: Aqaba Public Beach nr 4 – Final Camp 

odległość: ok 12,4 km

czas przejścia 8 godzin (setki odpoczynków, dziesiątki pomylonych ścieżek)

Dzień 2: Final Camp  – 4 km za wsią Titen

odległość: około 23 km

czas przejścia: 9 godzin

Dzień 3: za Titen – wieś Rum 

odległość: około 28 km

czas przejścia: 11 godzin

Woda i jedzenie:

Sklepy w Aqabie  w centrum 

0 km:  Szlak zaczyna się przy  Aqaba Public Beach nr 4 ponad 8 kilometrów od centrum miasta . Są toatlety z wodą i małe sklepiki z kawą, słodyczami i butelkowaną wodą , można też rozbić namiot

31 km:  wieś Titen – woda

63 km  wieś Rum  – woda i sklepy