zbójnictwo

Zofia Stryjeńska – Zbójnicki

Maszerując Głównym Szlakiem Beskidzkim przez polskie góry co rusz natykaliśmy się na zbójnickie legendy. A to o konkretnych osobach, a to wspomnienia kryjące się w nazewnictwie.Od Bieszczadów po Śląsk. Obecnie też wokół sporo zbójowania. Wszyscy wyzywają wszystkich od złodziei. I to w biały dzień. Różne instytucje zabierają jednym by dać drugim (ZUS?). Niekoniecznie od bogatszych idzie to do biednych. I tak dalej, i tak dalej… Kończę politykowanie. Dlaczego akurat tutaj? Co takiego miały te tereny, że aż tak masowo pchały ludzi do zbójowania?

 

Krótka historia zbójnictwa w Karpatach

 

Ludzie zawsze bali się nieznanego, niezbadanego, innego, czyli obcego. Strach ten pozwolił masie ludzkiej przetrwać. Jednak nie czarujmy się, że to bojaźliwa tłuszcza podporządkowała sobie ziemię i prawie wszystko co na niej żyje. To uczyniły jednostki, bohaterskie, z wizją, wyobraźnia, ale niestety zazwyczaj krótko żyjące. Bo się nie bali. To bojaźliwi żyją długo korzystając z oswojonego przez niezwykłych ludzi „obcego”. Masa rządzi. Chociaż nie zawsze odważna jednostka układa się w postać bohatera pozytywnego, kogoś dobro czyniącego. Pomiędzy XVI a końcem XIX wieku na terenie znacznej części Europy szaleli zbójnicy. Na takie hasło wszyscy na początku myślimy: Janosik, bogatych rabował, biednym rozdawał. Wysoki przystojny Perepeczko w pięknym góralskim stroju. Nic z tego, wielka ściema. Najprawdopodobniej nawet nie był „nasz”. I niekoniecznie rozdawał. Zbójnicy to byli źli ludzie, raczej zabierali niż dawali, mordowali i gwałcili. Skąd więc ta nasza miłość do nich? Postaci ich obrosły po prostu legendami, zniekształcającymi prawdę. Bo przecież zbójnicy nie brali się znikąd. Karpaty były krainą nieznaną. Ten ogromny teren zajmujący sporą część Europy ciągnął się przez terytoria Czech, Polski, Słowacji, Węgier, Ukrainy i Rumunii. Niedostępne góry, nieprzebyte puszcze pełne nieznanego. „Lasy to przyjaciółki złodziei” pisał Gall Anonim. Świetne miejsce by się ukryć. Świetne miejsce na zbójnicki dom.

Co powodowało, że mężczyźni brali się za zbójowanie? Przede wszystkim moment historyczny: trwające wojny i wojenki na pograniczach osłabiające struktury państwa, ale i powodujące głód i choroby. A to zmuszało ludzi do wędrówek. A człowiek oderwany od korzeni tzw. luźny, szukał zajęcia. Najłatwiej było kraść w grupie. Czasem uciekano przed prześladowaniem religijnym, czy politycznym (chłopi po różnych ruchach czy powstaniach musieli się kryć przed więzieniem). A że szlaki handlowe przebiegały z północy na południe, przez Karpaty (by przewieźć tokaj z Równiny Węgierskiej do Krakowa trzeba było przebyć puszczę karpacką) oznaczało to dość łatwy łup. Trudne warunki górskiego gospodarowania również popychały do tego fachu. Najpierw taki chłop chcąc wykarmić rodzinę kłusował w lesie. Gdy go złapano musiał uciekać. A jako uciekinier nie mógł normalnie zarobić, ratowało go jedynie przystąpienie do kompanii zbójów. Ostatnim powodem była po prostu ucieczka przed obowiązkiem służby wojskowe, a w monarchii austriackiej taka służba trwała kilkanaście lat. Był to więc znaczny powód by uciekać! No dobra, a jak wyglądała taka kompania zbójecka? W filmie o Janosiku widzieliśmy różnych, młodych i starych górali wałęsających się po górach na czele z harnasiem, zaglądających do wsi, do swych kochanek, czy po prowiant. Nie zapominajmy, że była to praca tymczasowa: od wiosny do jesieni, warunki zimą w górach były zbyt ciężkie, by zbójować.

 

Kompania zbójecka – struktura i obowiązuje w niej prawo

 

W rzeczywistości było to bardzo międzynarodowe towarzystwo, w różnym wieku i różnych profesji. Najczęściej kilku facetów, sąsiadów lub pasterzy „zmawiało się na zbój”, co oznaczało, że porzucali dotychczasową robotę, wybierali spośród siebie przywódcę i dokonywali pierwszego napadu. Czasem też jakiś harnaś, już prawie legenda, zbierał sobie drużynę z rozproszonych zbójów. Na początek wszyscy składali przysięgę, np. tego typu:

„Przisiengom Ci Matko Bosko, Panie Jezu, św. Józefie, św. Michale i wy, wszytcy świonci, ze nikogo nie wyzdradze”

i zasady od razu były jasne. Trochę takie muszkieterskie. Za donosicielstwo, zdradę, czy też nie udzielenie pomocy współbratymcowi obowiązywały surowe kary. Nad całością czuwał harnaś: obieralny, stanowił władzę sądowniczą i od razu wymiar sprawiedliwości, wódz, ale i ktoś na kształt kapłana – przewodniczącego modłom i obrzędom. Jednak dało się go obalić: jeśli się nie sprawdził jako wódz, został zdejmowany ze stanowiska  i musiał odejść z kompanii. Łup dzielono na równe części, każdy swoją gdzieś chował – czy to w drzewie, czy w jaskini (ileż to legend powstało o zbójnickich skarbach, np. ten z Cieszyna z Rezerwatu Kopce, gdzie znajduje się Ondraszkowa dziura). Czasem któryś ze zbójów ginął zanim skorzystał ze skarbu. Wówczas zwyczaj stanowił, że należy podarować jego część jego rodzinie, kochance, albo kościołowi. Jego pobratymcy nie mogli tego zabrać dla siebie. Czasem dokonywali tzw. fundacji sakralnych, dzięki czemu powstawały kapliczki przydrożne czy kościoły ( taki rodowód ma  np. kapliczka u stóp Babiej Góry w przysiółku Policzne w Zawoi, czy kościół w Lipnicy Wielkiej). Odróżniał ich również strój, który był odświętnym strojem ludowym, noszonym również na co dzień. Z ciupagą (w Karpatach Zachodnich zwaną też rombanicą, czy wałaszką), pałką (kijem grubszym u góry nabijanym kamykami lub metalem), pistoletami i nożem zbój był lepiej uposażony niż większość podróżnych. Powodem do zazdrości wśród ówczesnej młodzieży był wysoki, sięgający nieraz aż po pachy, skórzany pas, z mnóstwem kieszonek na noże. No i oczywiście nie jawiła by nam się postać Janosika tak piękną, gdyby nie Maryna, jego frajerka (czyli kochanka). A potem przedwczesna śmierć, poprzez publiczne powieszenie „za ziobro” (ależ to w dzisiejszych czasach brzmi!).

 

Najsłynniejsi karpaccy zbójnicy

 

Oczywiście najsłynniejszym zbójem i harnasiem był Janosik. Zaledwie po dwóch latach zbójowania, w wieku 25 lat został powieszony za lewe żebro w Liptowskim Mikulaszu (w 1713 roku). Niewiele tak naprawdę wiadomo o jego działalności. Jedno jest pewne: na Słowacji jest jak bohater narodowy, ma wzmianki we wszystkich encyklopediach i ogromny pomnik w rodzinnej Terchovie. Na początku ubiegłego wieku muzealnicy słowaccy i węgierscy wszczęli międzynarodowy konflikt o jego czapkę i po dzień dzisiejszy usiłują wymyślić powody, dla których to właśnie Janosik stał się tak sławny ;). Za raz po nim plasuje się Ondraszek, czyli Ondra Fucimian, urodzony w Janowicach, zbójujący w Beskidzie Śląsko – Morawskim tuż za naszą granicą. Podobno był synem miejscowego wójta, który uciekł w góry przed wojskiem. Legenda głosi iż zaprzedał swoją dusze diabłu Rokicie, a ten go obdarzył nadludzką siłą. Władze wyznaczyły za jego głowę wysoką nagrodę (100 florenów). Połasił się na to jego kompan Juraszek, który nie nacieszył się ze swojej nagrody. Pojmano go, wtrącono do lochów i torturowano aż zmarł. Na terenach Żywiecczyzny największym zbójnikiem był Sebastian Bury. Bardzo hardy, ale nie rabował zbyt długo, bo zaledwie rok. Kiedy go złapano i osądzono, kat zapytał go o ostanie życzenie. Ten odrzekł:

„…Kciołbyk, cobyście mnie wszyscy panowie ślakcice, wszyscy sędziowie wszyscy wojacy, wszyscy miscuchy, ty kacie i wy wszyscy głuptocy coście się zgruchali dziwaj na zbójnickom śmierć – cobyście mnie wszyscy kielo wos haw jes- w goły zadek pocałowali- a wartko … „(Komoniecki, Dziejopis żywiecki)

Miał on sporo szczęścia, jeśli to można tak nazwać, bo powieszono go za ostatnie żebro, czyli umarł honorowo. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Łamano ich kołem, przypalano czy kłuto na całym ciele, by następnie zaszyć go w skórę bydlęcą. Takiego biedaka żywcem żarły robaki… Nigdy nie został ujęty inny okrutnik Targolik z Łomnej (początek XVIII wieku). Rabował, podpalał, mordował, aż zabił go kolega, grabarz Janek. Może nie był już w stanie wytrzymać tych okropieństw? W tymże samym wieku znany był ten zbójnik Proćpak,  czyli Jerzy Fiedor z Kamesznicy. Był kłusownikiem, złapanym i osadzonym w więzieniu, z którego uciekł. Wówczas nie miał wyjścia, musiał skryć się w lesie pod Baranią Górą, gdzie zebrał 200 osobową kompanię. Łupił, a skarby chował u swojej frajerki Baśki Sołtyski (której brata chwilę wcześniej zabił). Ostatecznie ona go zdradziła. W Bieszczadach i Beskidzie Niskim grasowała podobno syn karczmarza Jankiel Wolf, żydowski Janosik. Tych w Bieszczadach zwano też w staropolszczyźnie tołhajami (w Orelcu możemy oglądać pomnik takiego jednego beskidnika;))

Godula, Czechy

Zbójeckie ślady w polskich górach

 

Na trasie szlaku czerwonego, ale i innych często napotkanie dziwne nazewnictwo. Bardzo często są to pozostałości po zbójach i harnasiach. W Beskidzie Niskim znajdziecie Zbójecką Piwnicę pod Ostrym Wierchem, na Łopieniu w Beskidzie Wyspowym Grotę Zbójnicką. W Gorcach miejsce, gdzie zbójnicy mieli swoją kryjówkę nazwano Zbójnicką Górą (koło Skomielnej Białej), a na Polanie Średniak znajduje się Zbójnicki Plac, bo to tutaj zbójnicy tańczyli i swawolili z frajerkami. Beskid Żywiecki obfituje w takie miejsca, gdyż znajdziemy tu: przysiółek Policzne w Zawoi (tam gdzie zbójnicy liczyli i dzielili zrabowane skarby), szczyt Polica (od liczenia się zbójników), Pilsko (od picia okowitki i zabaw na polanach pasterskich przez zbójników na stokach tej majestatycznej góry), Rachowiec (od rachowania się zbójników), Romanka (dawny Tanecznik – od tańcowania i zabaw zbójników), czy też Tabakowy Chodnik w paśmie Babiogórskim (zbójnicka ścieżka przemytnicza na Orawę). No a w Beskidzie Śląskim sławny Klimczok otrzymał swoją nazwę oczywiście od zbójów Klimczaków, a góra Ochodzita od tego, że na niej przebywali zbójnicy i kupcy musiały tę górę obchodzić szerokim łukiem ;). Tuż obok Bielska Białej znajduje się Straconka, gdzie wykonywano wyroki na zbójach.

 

No więc jak? Ruszamy w góry szukać zbójeckich skarbów?