autostop w Izraelu

    – Zawiozę Was na dworzec. Autostop w Izraelu jest ok, ale nie w nocy w tym miejscu. Izrael zapewnia bezpieczeństwo, ale nie Arabowie. Nie możecie w nocy jechać z obcymi przez Zachodni Brzeg! To niebezpieczne! – od dłuższej chwili kategorycznie przemawiał do nas Izraelczyk, który zabrał nas na stopa z Degani Alef nad Jeziorem Tyberiadzkim do Bet Sze’an blisko granicy z Autonomią Palestyńską. Był po pięćdziesiątce. Siwe dość rozczochrane włosy z rozprostowanymi pejsami trochę porządkowała jarmułka przypięta na czubku głowy dziecięcą spinką. Razem z nami na tylnym siedzeniu jechała zabrana z tego samego przystanku kobieta w naszym wieku. Wysokim urywanym głosem co rusz potwierdzała – Rabbi ma rację, słuchajcie go! Tam jest niebezpiecznie. A w nocy to już w ogóle! – I opowiadali nam na przemian historie o porwaniach, morderstwach i wybuchach. Chyba opowiedzieli nam wszystkie jakie zdarzyły się przez ostatnich kilkanaście lat. Nie przeszkadzało to rabbiemu jechać z prędkością przekraczającą możliwości jego zdezelowanego samochodu i wyprzedzać na wąskiej pustynnej drodze niekoniecznie zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Zaczynam wierzyć, że ten styl prowadzenia to cecha narodowa Izraelczyków. W końcu Rabbi wysadza nas na dworcu autobusowym podkreślając jeszcze raz, żebyśmy nie jechali po nocy przez Palestynę.

    Na tych samych Wzgórzach Golan swego czasu zabrało nas dwóch młodych chłopaków. Staliśmy na przystanku autobusowym tuż za policją zatrzymującą po kolei samochody do kontroli. Zatrzymali się, dali się skontrolować i zabrali nas ze sobą. Kierowca zaprosił nas do siebie do domu. Mieszkał z narzeczoną w moszawie Sze’ar Jaszuw. Wynajmowali tu dom z ogródkiem. Podobno w tej okolicy jest drogo. Całe szczęście dla nich jej rodzice byli bogaci i chcieli im kupić dom albo działkę pod budowę domu. Oboje studiowali. On weterynarię. I pracował w parku narodowym. Zaproponował, byśmy spali w ich domu, w salonie. Nie chcieliśmy przeszkadzać i rozbiliśmy namiot w ich ogródku. Małym, ale pełnym doniczek z roślinami. Uprawiał ile się dało. Jeszcze skoczył przez płot do ogrodu sąsiadów po mandarynki. Nie, nie kradł. Sąsiedzi nie mieli nic przeciwko, bo mieli ich za dużo. Potem razem wyszli coś zjeść, zostawiając dom otwarty, specjalnie dla nas. Nie obawiali się nas.

Autostopem przez Autonomię Palestyńską

   Innym razem. Siedzimy w samochodzie młodego studenta, Izraelczyka. Przez Zachodni Brzeg wraca do rodziców do Jerozolimy na szabat. Niewątpliwie stanowi zagrożenie dla siebie i wszystkich dookoła. Nie chodzi o jego stan psychiczny, ale sposób prowadzenia. Statystycznie w Izraelu więcej osób ginie w wypadkach samochodowych aniżeli w atakach terrorystycznych. Tak swoją drogą, ciekawe jak długi jest żywot samochodów w tym państwie. Przypływają tu statkami do portu w Ejlacie i Hajfie jako nowe. Są eksploatowane aż do ostatniego ryku silnika. Przy bliskowschodnim stylu jazdy nie mogą wytrzymywać długo. Do tego dokładają się jeszcze piaski i ekstremalne temperatury… W każdym bądź razie silniki ryczą tu głośno, a karoseria zawsze ma rysy i wgniecenia. Bez słowa o bezpieczeństwie czy jego braku zostawia nas za Jerychem na skrzyżowaniu drogi nr 1 do Jerozolimy i 90-ki przecinającej cały Izrael z północy na południe. W środku niczego. Przystanek autobusowy ma bardzo grube betonowe ściany. Z przodu od strony jezdni znajdują się betonowe zapory chroniące oczekujących na autobus przed zamachowcami. Przede wszystkim  bezpieczeństwo. 

autostop w Izraelu

    Prawie nad Morzem Martwym. Wokół krajobraz rozoranej przez przemysł pustyni. W powietrzu pył. Ruchu samochodowego brak. Mapy googla (świetny internet i bezbłędna lokalizacja) nas nie pocieszają – najbliższy autobus za 2 godziny. Rozważamy rozbicie namiotu gdzieś za przystankiem. Trudno się łapie stopa zza tej betonowej zapory. Ratują nas chyba nasze wielkie plecaki wystawione na widoku. Dzięki nim po kilkunastu minutach z piskiem opon zatrzymuje się kilkadziesiąt metrów dalej samochód. Stoi dłuższą chwilę w oddaleniu obserwując nas w bocznym lusterku. W końcu wycofuje samochód na przystanek i nas zabiera. Izraelczyk, przewodnik turystyczny po parkach narodowych w okolicy z Mizpe Shalem, jednego z wielu kibuców na Zachodnim Brzegu. Jeśli żona się zgodzi zabierze nas na noc do siebie. Głos żony w zestawie głośnomówiącym nie brzmi jednak cicho i słodko, co oznacza noc w namiocie. Trochę mu chyba głupio, więc zdradza nam swoją tajemną kryjówkę na nocleg w okolicy. Zawozi nas w ustronne miejsce na rozbicie namiotu między kilkoma rozłożystymi drzewami akacjowymi, zarazem niedaleko drogi. Mówi, że pokazuje to miejsce innym na nocleg. Czyli humor żony niekoniecznie był dziś jednorazowy 😉

    Niedaleko stąd znajduje się dzika plaża zasiedlona przez grupę hippisów. Mieszkają oni tu od listopada do mniej więcej maja. Potem ewakuują się. Latem nad Morzem Martwym można podobno poznać znaczenie pojęcia piekło. Poniżej poziomu wód, w rowie, z wysoko zasolonym przez parującą wodę powietrzem  przy kilkudziesięciu stopniowym upale, w towarzystwie milionów komarów nie da się przetrwać. Piekło na Ziemi Świętej.

autostop w Izraelu

    Na tej samej drodze jedziemy autostopem w parą nowożeńców ciągle w ślubnych strojach. Młodziutcy, piękni, uśmiechnięci. I zarazem niezbyt dobrze rozeznani w geografii własnego kraju. Umówili się z fotografem na sesję zdjęciową, tyle że zapomnieli doprecyzować miejsce spotkania. Na dodatek wydawało im się, że powinno to być niedaleko od Jerozolimy, a tu jechali i jechali. Zabrali nas, bo podobno po ślubie powinno się spełnić jakiś dobry uczynek. Podobno. Ich angielski był dość marny, więc istnieje też spora szansa, że zatrzymali się, bo chcieli nas zapytać o drogę, a skończyło się tak, jak się skończyło. Raz na tej samej drodze zabrała nas Palestynka z dwoma małymi rasowymi psiakami. Bardzo mnie polubiły te małe śmierdziele. Nie udało nam się wiele o niej dowiedzieć, bo nie łączył nas żaden język oprócz machanego rękami. Ale zabrała nas bez żadnych oporów, chociaż mogliśmy być Izraelczykami. 

autostop w Izraelu

Autostop w Izraelu – tanie podróżowanie

    Autostop w Izraelu uprawia się szczególnie na pustyni Negew. Autobusy może i jeżdżą często, ale bardzo często są bardzo naładowane młodymi żołnierzami. I z polskiego punktu widzenia są drogie. Żołnierzom teoretycznie zabrania się jeździć autostopem, bo mogą zostać porwani i tym podobne. Wojskowym także zabierania się zabierania autostopowiczów. Bo mogą zostać zabici. Ale często nie przejmują się tymi zaleceniami. Szczególnie na pustyni.

    Raz do Mitzpe Ramon zabrał nas ubrany w wojskowy mundur czterdziestolatek. Jechał na weekend do domu do żony. Okazało się, że był jednym z tych Druzów, którzy przyjęli obywatelstwo Izraela i służyli też w wojsku. Tęsknił za zieloną północą, o Wzgórzach Golan. Jednak póki pracował dla armii izraelskiej był zmuszony do mieszkania na pustyni. Niedaleko Ejlatu  o świcie jechaliśmy też autostopem z Nowozelandczykiem i jego ogromnym psem. Ledwie się zmieściliśmy z naszymi wielkimi plecakami. Ja na tylnej kanapie dotykała policzkiem psiego pyska. Ornitolog. Jechał obserwować ptaki. Polecał bardzo: i mieszkanie w Izraelu i obserwowanie ptaków.

autostop w Izraelu

Czy w Izraelu jest bezpiecznie? Czy autostop w Izraelu jest bezpieczny? Tak. Tak jak wszędzie indziej na świecie. Tak jak w Polsce.