Próbując zgłębić charakter i zachowanie naszych przyszłych brytyjskich współpracowników, natrafiłam na książkę miejscowej antropolożki społecznej Kate Fox pt.  Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania. Grubą, zabawną i nawet ciekawą.

 

Autorka, sama będąc częścią tego społeczeństwa, postanowiła zdefiniować siebie i swoich pobratymców, narysować schemat określający z czym się je Anglika. Jak przystało na aspirującą do bycia naukową, książkę, autorka przeprowadziła wiele badań poprzez tzw. obserwację uczestniczącą, zdobywając dane na stacjach metra, w pubach, na przyjęciach itp. Dzięki tym “badaniom terenowym” zebrała dane, które pozwoliły jej na wyciągniecie wniosków i sformułowanie definicji angielskości.I tak:


Większość osób, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z Anglikiem, zapewne nieraz zadziwiła konwersacja o pogodzie, trwająca zazwyczaj dość długo na początku każdego spotkania. Można by pomyśleć, iż brytyjska pogoda jest jakość szczególnie fascynująca, inna. Nic bardziej mylnego, na wyspie klimat nie obfituje w żadne zjawiska ekstremalne, nie ma huraganów czy obfitych opadów śniegu (to mi przypomniało o mojej próbie ogarnięcia słówek angielskich i powiedzonek związanych z deszczem, przy pięćdziesiątym się poddałam, ale znalazłam swoje ulubione : raining like a cow relieving itself). Po prostu zazwyczaj pada lub mży.

Autorka wyprowadza nas z tego błędu tłumacząc, iż postronni obserwatorzy “przyjmują błędnie, że nasze rozmowy o pogodzie są rozmowami o pogodzie”. Jeśli nie o pogodzie, to o czym, pytam więc! Odpowiedź jest prosta, a jakże. Gdy Anglik mówi: “Ale zimno, prawda?”, znaczy to nie mniej, ni więcej: “Chcę z Tobą porozmawiać, porozmawiasz ze mną?”. Ty zachowując się uprzejmie odpowiadasz: “Mhm, właśnie”, czyli mówisz: “Tak, porozmawiam z Tobą”. Zasadą jest przytakiwanie, jeśli powiesz: “Nie, według mnie jest całkiem ciepło. ” obrazisz swojego rozmówcę. A co najmniej zakończysz pogawędkę. A tutaj chodzi o zagajenie. O powolne poznawanie się. Być może po półgodzinnej wymianie informacji pogodowych uda się nam przejść do poznania swych imion. Kate Fox informuje nas również w jakich konkretnych momentach wypada mówić o pogodzie:
– “w ramach zwykłego powitania,
– aby przełamać lody, zanim przejdzie się do rozmowy na inne tematy,
– traktując ją jako temat domyślny, zastępczy lub wypełniacz, gdy rozmowa na inne tematy się nie klei i zapada niezręczna, niewygodna cisza” (s.45)
Badaczka nakreśla  dla kontynentalnych laików hierarchię pogodową, od najlepszej do najgorszej:
-“słonecznie i ciepło/letnio
-słonecznie i chłodno/zimno
-pochmurno i ciepło/letnio
-pochmurno i chłodno/zimno
-deszczowo i ciepło/letnio
-deszczowo i chłodno/zimno”.
której należy się uprzejmie trzymać w trakcie rozmów.
Podobno słuchanie w BBC4 radio prognozy pogody dla rybaków stanowi dla niektórych nieodłączny element dnia:

Kolejną cechą typową dla Anglików jest ułomność towarzyska, czyli “…brak swobody, dyskomfort i niekompetencja na polu (minowym) kontaktów towarzyskich; nasze skrępowanie, wycofanie, niezręczność, pokrętna niejasność, emocjonalne zatwardzenie, lęk przed intymnością i ogólna niemożność kontaktowania się w normalny i szczery sposób z innymi istotami ludzkimi” (s.577). Jak wyglądają te objawy w praktyce? to tzw. “angielska rezerwa” czy też obsesja na punkcie prywatności. Co oznacza długie rozmowy o pogodzie i niezadawanie pytań wprost, np. chcą dowiedzieć się jaki zawód wykonuje nowo poznany Anglik, pytamy go czy daleko dojeżdża do pracy, czy to w centrum, czy są korki i wyłapując słówka zgadujemy.
Antidotum na angielską ułomność towarzyską jest humor. Każdy z nas ma swoje wyobrażenie pojęcia angielskie poczucie humoru, pełnego absurdów i kontekstowego. Powściągliwość wypowiedzi, czy niedomówienia zawierają się w samym języku, w którym słowa zależne są od kontekstu, gdzie: nieźle – może znaczyć: wyjątkowo świetnie, drobny kłopot to w rzeczywistości coś okropnego, trauma, a stwierdzenie: może jeszcze chwilę tu zabawię, to sposób na powiedzenie: niedługo umrę. Oczywiście angielskość to przede wszystkim też umiar. Unikanie ekstremów, nadmiaru czy intensywności, ten emocjonalny dystans, chłód.
Nieodzownych składnikiem charakteru narodowego Anglików jest podobno hipokryzja powiązana z powyższymi danymi oraz z nieodłączną uprzejmością, cytuję “można by powiedzieć, że nasza uprzejmość jest najczęściej przepojona hipokryzją, ale też że nasza hipokryzja jest najczęściej rodzajem uprzejmości – skrywaniem prawdziwych opinii i uczuć, aby nikogo nie urazić ani nie wprawić w zakłopotanie”(s.581). To prowadzi nas do zagadnienia uprzejmości, tak głęboko wpojonej iż przybiera ekstremalne formy np. nawet gdy to ktoś inny potrąci Anglika w przejściu czy na ulicy, to ten potrącony mówi przepraszam (mogę to potwierdzić – przeprowadziłam na ten temat własne badania i tak właśnie jest). Uprzejmość jest również zawarta w samym języku, te przydługawe zdania typu: Przepraszam, czy mógłbyś bo tak miły i podać mi… lub coś w tym stylu. Strasznie frustrujące jest czekanie na zakończenie zdania! (Mój ulubiony przykład z książki: Z całym szacunkiem, pan poseł nieco mija się z prawdą zamiast krótkie:Kłamca!). Warto wyróżnić wartości preferowane przez Anglików, jak zasada fair play. Tu się akceptuje, że są zwycięzcy i przegrani, ale każdy powinien dostać sprawiedliwą szansę, pod warunkiem, że będzie przestrzegać zasad, a nie oszukiwać czy wykręcać się od obowiązków. Przejawem przestrzegania tej zasady jest etykieta jazdy samochodem (co za kultura!), zachowanie przy stole (lekkie sztywniactwo) oraz stanie w kolejce (nawet pojedynczy Anglik potrafi stworzyć porządną jednoosobową kolejkę przy wsiadaniu do autobusu, nie uraczy tutaj skłębionego tłumu przy wejściu).

I jeszcze o świadomości klasowej. Typowe dla angielskiego systemu klasowego jest, cytuję:
a) stopień, w jakim nasza klasa (i/lub kompleksy o podłożu klasowym) determinuje nasz gust, zachowanie,opinie i kontakty towarzyskie
b) fakt, że klasy wcale nie rozpoznaje się dzięki kryterium zamożności czy profesji, ale wyłącznie na podstawie wskaźników nieekonomicznych, takich jak słownictwo, maniery, gust i styl życia;
c)ogromna wrażliwość naszych systemów radarowych wykrywających czyjeś pochodzenie
d)nasze zaprzeczenie tego wszystkiego i wstydliwe przeczulenie na punkcie klasy: ukryta, niebezpośrednia, cicha, hipokrytyczna / samooszukująca się natura angielskiej świadomości klasowej.
Cóż, nie mów serviette, my mówimy na to napkin! 🙂
Czy wyniki badań i ich interpretacja zawarte w omawianej książce oddają całą prawdę? Z pewnością jest to jedynie prawda uśredniona, niepełna. Anglicy są oczywiście bardziej zróżnicowanym narodem i niezmiernie ciekawym. Z niektórymi nawet można porozmawiać o pieniądzach! Z całą pewnością warto przeczytać dzieło Kate Fox, chociażby po to, by się nie wzdragać przed rozmową o deszczu…

p.s. Właśnie dzisiaj, ponad rok później otrzymałam pocztą najnowsze wydanie książki Kate Fox, Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania, Warszawa 2014 od wydawcy Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA S.A.

A wszystko to w ramach akcji “Książka w podróży”
FB: https://www.facebook.com/ksiazkawpodrozy?fref=ts
www: www.ksiazkawpodrozy.com

Teraz pozostaje nam tylko wpisać dedykacje, wkleić logo akcji, no i gdzieś wyjechać by zostawić tam książkę… 😉