To będzie krótka opowieść. Bo Główny Szlak Beskidzki traktuje Beskid Makowski po macoszemu. Wyznakowano go tu jakby brzeżkiem, w sumie to bardziej omijając góry, niż chwaląc się nimi.  I na dodatek szlak prowadzi nas moim zdaniem przez jego najbrzydszą, bo miejską część. Więcej tu domów niż przyrody. Ta najfajniejsza, najładniejsza partia znajduje się na północ od szlaku czerwonego, którym pójdziemy. Może całe szczęście, że przejście tego odcinka zajmuje jedynie pół dnia wędrówki.

przejście Główny Szlak Beskidzki

Główny Szlak Beskidzki

Beskid ten bywa też zwany Średnim jest silnie rozczłonkowaną grupę górską i geografom zdarza się zmieniać zdanie co do jego granic i rozciągać je o pasmo Jałowieckie ;).Co jest najwyższą górą w tym Beskidzie? Według jednych najwyższym szczytem jest Lubomir (zdobywamy też Koronę Gór Polski, a tam wyznaczają ten właśnie szczyt do zdobycia jako najwyższy;)), albo Mędralowa w Paśmie Przedbabiogórskim (jeśli zaliczymy to pasmo do Makowieckiego a nie do Żywieckiego). Ot takie tam spory między geografami …

Beskid Makowski – etnografia – Krakowianie Zachodni i Kliszacy

Tereny te etnograficznie specjalnie się nie wyróżniają. Badania prowadzone w XX-leciu międzywojennym wyróżniały Krakowiaków Zachodnich, zaliczanych do Podgórzan i  Kliszaków, na południu  (w dolinie Raby, w okolicach Tokarni i Krzczonowa). Ci drudzy mieszkając między Podgórzanami i Zagórzanami (górale na południu), byli grupą dość pogardzaną, zwaną “gaciorzami” od poszarpanych dołem białych lnianych spodni (żaden ich egzemplarz się niestety nie zachował, spodni oczywiście, nie ludzi ;)). Szybko ulegli asymilacji, bądź to z jednymi, bądź drugimi, co najlepiej widać było w stroju, coraz bardziej krakowskim lub podhalańskim. Jeśli się zagłębić w Beskid Makowski uda się ciągle znaleźć chałupy budowane dłuższym bokiem wzdłuż drogi, która biegła doliną rzeki. Domy takie mieszczące wszystko pod jednym dachem okolone wykonanymi z desek tzw. podgródkami – chroniącymi przed zalaniem i deszczem. Żeby się im przyjrzeć trzeba pojechać do Skomielnej Czarnej.  Ziemia była tu mało urodzajna, dlatego chłopi  często pracowali też  w różnych warsztatach i fabryczkach, np. w Więciórce była huta szkła. Wszyscy na pewno znacie też obchodzony po dzień dzisiejszy staropolski zwyczaj około wielkanocnego ciągnięcia figury Chrystusa na osiołku w procesji w Niedzielę Palmową. A najlepsze jest to, że w Beskidzie Makowskim w Tokarnii zwyczaj ten wznowiono w 1968 roku, kiedy miejscowy rzeźbiarz Józef Wrona zrobił na podstawie XVI-wiecznej figury z Muzeum Narodowego w Krakowie naturalnej wielkości Jezusa. Ale najbardziej zawsze słychać o wielkich palmach (co najmniej 1,5 m  wysokości do kilkunastu metrów), które wędrują razem z nim do  tutejszego drewnianego kościoła.

Rabka Zdrój – miasto dzieci

Słowo się rzekło i każdemu pasmu górskiemu poświęcam oddzielną opowieść. Dlatego też tuż po wschodzie słońca zejdziemy razem do Rabki Zdroju, miasta dzieci. Wiem, wiem, ostatnio słychać głosy, że odbiorą Rabce ten Zdrój za zanieczyszczenie powietrza. Że zmarnotrawiono ten korzystny dla zdrowia mikroklimat, który tworzyło słońce, lasy i solanki. Uzdrowisko funkcjonuje tu od 1884 roku, a zakład leczenia dzieci od 1887. Nawet dzieci z mojej rodziny były tu leczone.  Leczy się tu alergie, astmę, ale i prowadzona jest rehabilitacja po zawale serca ze sławną borowiną ludźmierską w tle. Sporo tu atrakcji: Muzeum Górali i Zbójników, Skansen Taboru Kolejowego (oj nie będziecie się tu nudzić) czy Muzeum im. Władysława Orkana w zabytkowym modrzewiowym kościółku. Szlak przechodzi tuż obok muzeów, więc nie trzeba nadrabiać trasy. My trafiamy tu bladym świtem, co oznacza, że muzea zamknięte, a Piotrek może się tylko w myślach poślinić nad pizzą, o której marzy od dłuższego czasu (o tak, jest on największym skrytym pizzożercą jakiego spotkałam w życiu ;)). Całe szczęście piekarnie już funkcjonują. I słońce przygrzewa ostro.

Główny Szlak Beskidzki i Beskid Makowski – trasa

Wspinamy się na Dzielce i przechodzimy pod Zbójecką Górą, by znaleźć się przy “Zakopiance”. W miejscu bez przejścia dla pieszych. Całe szczęście zakopianka tradycyjnie stoi w jednym wielkim korku, więc przekraczając ją,  nie musimy walczyć o życie . Tyle, że po drugiej stronie drogi trafiamy do lasku, który służy chyba za wysypisko śmieci wszystkim okolicznym mieszkańcom, albo tym z samochodów. Bardzo rzadko tędy ktoś przechodzi, bo znakowanie liche i trawy wysokie musimy udeptywać. Docieramy do Skawy. Podążając asfaltową drogą wzdłuż torów objadamy się lodami. Tuż przed stacją kolejową przecinamy tory i znów powoli wspinamy się na wzniesienie. Skawę przecina Galicyjska Kolej Transwersalna, która w założeniu miała równoleżnikowo (stąd nazwa transwersalna – poprzeczna, równoleżnikowa) połączyć górskie karpackie tereny. Oczywiście budowali ją Austriacy, by połączyć olbrzymie połacie monarchii. Pierwsze jej odcinki pamiętają trzecie ćwiartkę XIX stulecia. Mijany odcinek wybudowano w 1884 roku. Oprócz rozwoju tych terenów linia ta miała być alternatywą dla linii Kraków – Lwów w razie wojny z Rosją. Najbardziej skrajne jej stacje to Cadca (dziś Słowacja) i Husiatyn (obecnie Ukraina). Gdybyśmy poszli wzdłuż torów na południe dotrzemy do Chabówki i skansenu, gdzie możemy dokładnie przyjrzeć się historii tej kolei, posiedzieć na niewygodnych drewnianych ławkach i poudawać prowadzenie ciuchci. Zrobiliśmy to innym razem. Grzecznie asfaltem powędrowaliśmy do Wysokiej. Po drodze w tej części Beskid Makowski nie ma zbyt wielu atrakcyjnych widoków. Trzeba by ten odcinek traktować raczej jako łącznik, albo miejsce doładowania akumulatorów pod względem jedzeniowym – sklepów i innych przybytków rozpusty tu nie brakuje! W Wysokiej przechodzimy tuż obok dworu z XVII w należącego do Anny i Antoniego Pilchów z Krakowa. Działa tu Bractwo Lutnia z Dworu w Wysokiej oraz Fundacja Lutnia Staropolska, często można tu posłuchać koncertów muzyki renesansowej (zainteresowanych odsyłam do ich strony tutaj). Po drugiej stronie szosy w kierunku, w którym skręca Główny Szlak Beskidzki miniemy cmentarz wojenny upamiętniający ofiary pierwszych dni II Wojny Światowej w bitwie o Wysoką. Tuż za cmentarzem gubimy szlak. Faktycznie z braku oznakowania. Całe szczęście, nie jesteśmy jedyni – gubimy się całą grupą, bo dogania nas wspomniany wcześniej Kuba i drugi chłopak maszerujący GSB w odcinkach. I tak wspólnie zagubieni schodzimy na wyczucie w kierunku Jordanowa. I nasza intuicja działa, bo droga  dochodzi do  szlaku czerwonego. Znów asfalt i centrum miasta. Na skwerku zbiorowo zalegamy na kolejne lody. Sam Jordanów jest przeokrutnie brzydki – tyle tu reklam i szyldów i innych straszydeł, że w sumie nie widać budynków. Może jego brzydota wynika z tego, że został on poważnie zniszczony w trakcie września 1939 roku? A powojenne gusta rodaków … Może lepiej będzie jeśli sięgnę do bardziej zamierzchłych czasów miasta. Bo ma ono odległą historię sięgającą 1564 roku, czyli lokacji dokonanej przez Spytka Jordana z Zakliczyna (co wyjaśnia nazwę miejscowości). Dlaczego tutaj? Bo krzyżowały się tu szlaki : trakt solny z Krakowa do Wieliczki oraz szlak doliną Soły na Śląsk. Warto tu zajrzeć do kościoła z początku XX wieku zaprojektowanego przez Jana Sasa Zubrzyckiego (ten od kościoła św. Józefa w Rynku Podgórskim w Krakowie). Imponująca cegła!

Tuż za Jordanowem przekraczamy rzekę Skawę, która oddziela Beskid Makowski i Beskid Żywiecki. Za długo się tym Beskidem nie cieszyliśmy na Głównym Szlaku Beskidzkim…

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

dzień piętnasty : okolice Rabki Zdrój – Hala Krupowa Schronisko

dystans: 37,75 km

w górę: 1830 m

w dół: 1331 m

czas przejścia: 12 godzin 38 min

Sklepy po drodze

Skawa 381 (przy szlaku czynny też w niedzielę 11-19)

Jordanów, sporo różnych sklepów i  jakiś bar

Bystra (przy szlaku Pon-Sob  6.30-21.00 , N 8.30-19.30). Jakieś 1,5/2km za Bystrą przy szlaku stoi malutka chatka leśników (była otwarta )

Schronisko PTTK na Hali Krupowej (można rozbić namiot – korzystanie z węzła sanitarnego tylko do zamknięcia schroniska ok 22  ) :tutaj. Obok schroniska źródło z wodą

trasa Główny Szlak Beskidzki

Główny Szlak Beskidzki