zachód słońca w Gorcach

Główny Szlak Beskidzki

W ostatnim odcinku opowieści o przejściu Głównego Szlaku Beskidzkiego zatrzymaliśmy się w Krościenku nad Dunajcem. Miejsce to dzięki temu, że znajduje się na u podnóża trzech grup górskich: Beskidu Sądeckiego (który dopiero co opuściliśmy), Gorców (w które za chwileczkę pójdziemy) i Pienin (które mijamy bokiem) jest wypełnione w sezonie turystami po brzegi. Dla mnie Krościenko jest raczej bramą w Pieniny, dlatego szczegółami zajmę się przy wizycie w tych właśnie górach. Tym razem załadujemy plecaki nowymi skarpetkami, kupionymi w przydrożnym „chińskim markecie”, dorzucimy do tego „tonę” słodyczy i zaczniemy wspinaczkę w Gorce. Tutaj też pierwszy raz „zauważamy się” z pewnym Kubą, z którym rozpoczniemy codzienne mijanie się na szlaku. Aż do samej mety. Jeszcze do niego wrócę. No właśnie. W górę, w Gorce. Chociaż trudno to chyba będzie nazwać wspinaczką. Początkowo szlak biegnie asfaltem do (póki co) ostatniego gospodarstwa niedaleko szczytu Marszałek (828 m n.p.m.), pierwszego niezbyt wybitnego szczytu w paśmie Lubania. To tu na południowym stoku znajduje się „Wyrr”, w miejscowych przekazach to tzw. Wilczy Rynek, miejsce, gdzie zbierały się wilki i warczały na siebie nawzajem jak psy. Przekraczając Dunajec znaleźliśmy się w Gorcach.<!- more–>

Gorce – mapa, nazewnictwo, charakterystyka, szlaki, pasma i najwyższe szczyty:

Nazwa Gorce najprawdopodobniej pochodzi od „gorców”, czyli małych gór albo od słowa „gorzeć”, czyli palić się, płonąć (wypalanie puszczy pod osadnictwo). Masyw rozciąga się równoleżnikowo na długości prawie 50 km, szerokości 10-15 km. Pięć ważniejszych grzbietów zbiega się w jednym miejscu w masywie Turbacza, tworząc gigantyczną rozgwiazdę (to porównanie K. Sosnowskiego). Najdłuższym grzbietem bocznym jest wał Lubania (25 km). Gorce na mapie graniczą: na zachodzie z Pasmem Podhalańskim i doliną Raby, na wschodzie z Doliną Dunajca; na północy Beskid Wyspowy, a na południu Kotlina Orawsko – Nowotarska i Pieniny. Największą osobliwością roślinną była paproć podejźrzon lancetowaty, którego jedyne stanowisko w całych Karpatach znajdowało się na Hali Turbacz. Niestety przez ostatnie kilkanaście lat nie widziano tam ani jednej takiej roślinki. Optymiści wierzą, że to nie znaczy, że wyginęła, tylko trudno znaleźć tę paproć z powodu jej nikłej wielkości. Z ciekawostek geologicznych występują tu tzw. okna tektoniczne, gdzie dzięki zdarciu przez erozję płaszczowiny magurskiej możemy zajrzeć w głąb, na leżące niżej skały. Takie duże trójkątne okno tworzy Kotlinę Mszańską, a mniejsze Kotlinę Szczawy.

Wolno maszerując szeroką drogą w górę w pasmo Lubania można podziwiać (i podziwiamy) daleko rozciągające się widoki. Jednak metr za metrem wzmaga się nasze zdziwienie. Bo szeroka ubita droga, którą spokojnie może przejechać samochód (i niestety czyni to jeden w trakcie naszej wędrówki tego dnia) nie chce się skończyć. Nasze wspomnienia z wędrówek po Gorcach za cholerę nie chcą dać nam obrazu drogi, ciągle ciśnie się wyobrażenie raczej wąskiej krętej ścieżyny, pofałdowanej, taka wkurzająca góra – dół. A tutaj? Nawet się za bardzo nie męczymy. Mijamy rozległe polany, resztki lasów. I nie wiedzieć kiedy docieramy do bazy namiotowej krakowskiego oddziału SKPG na Lubaniu. Już po drodze słyszeliśmy od innych wędrujących Głównym Szlakiem Beskidzkim, że ze słynnych lubańskich naleśników nici, więc to, że ich rzeczywiście nie było,  za bardzo nas nie rozczarowało. Rada: jeśli chcecie ich skosztować, musicie tu być w Dzień Naleśnika (w środku wakacji, informacje na stronie bazy). Rozbiliśmy namiot, napiliśmy się herbaty. W bazie urzędowała rodzinka z małymi dziećmi, w tym jedno było bardziej niż śpiące (wypiło duszkiem buteleczkę syropku za plecami rodziców) ;). W trawie leżało trzech harcerzy (oderwali się od grupy, która na miejsce dotarła parę godzin później, ponieważ holowali chorujących kolegów, brawo dla idei harcerstwa! – to ironicznie). Noc jednak upłynęła w ciszy. A my wyruszyliśmy dalej zanim harcerska brać wychynęła z namiotów. Pierwsze co osiągnęliśmy to Lubań (1211 m n.p.m.).  Sam szczyt pasma ma dwa wierzchołki różniące się między sobą kilkoma metrami, jednakże po tym jak to teraz wygląda (oprócz nieszczęsnej drogi, na wierzchołku bardziej na zachód buduje się wieża, chyba obserwacyjna) nie dowierzałabym starym pomiarom. Gdy budowa się zakończy podejrzewam, że potrzebne będzie nowe mierzenie. W każdym bądź razie widok ciągle jest tak samo piękny, jak w końcu XIX wieku, kiedy to przewodnik O. Trembeckiego radził, by wybrać się „na górę Lubań, z której nie tylko całą Ziemię Sądecką widzieć można, ale podług twierdzenia wiarygodnych ludzi, przy pięknej pogodzie i przez dobry dalowid, widok aż ku Krakowu się rozciąga…„. W tym samym czasie modne było obserwowanie w Lubania wschodów słońca. Potem nawet wybudowano tu schronisko, po którym dziś pozostały tylko ruiny. Ale jak plotki głoszą, najbogatszy człowiek w okolicy ma wybudować tu nowe schronisko / hotel, złośliwi nawet twierdzą, że ta droga, to po to … Właśnie, wracając do tej nowo powstającej / powstałej górskiej autostrady. Dobitny przykład, że w Polsce to się niewiele zmieniło przez ostatnie dziesiątki lat. I w ogóle ni uczymy się na historii. Jak powstał Gorczański Park Narodowy? W okresie międzywojennym Polskie Towarzystwo Tatrzańskie uczyniło pierwszy krok, którego realizację można uważać za początek idei ochrony przyrody właśnie w Gorcach. A chodzi o skuteczny protest przeciwko przeprowadzeniu drogi z Mszany przez Turbacz (!) do Nowego Tagu. W roczniku 7 „Wierchów” Kazimierz Sosnowski tak pisał (przytoczę tu cały długi fragment, bo to słowa wiecznie żywe, może ktoś przeczyta i się zastanowi):

Po konferencji w Krakowskiej Dyrekcji Robót Publicznych 20 lipca 1928 roku odbyła się w Gorcach komisja rządowa, która ustaliła: Droga ta ma wznosić się ponad doliną Hucisko i wychodzić na przełęcz Suhory pod Obidowcem, skąd przez szczyt Obidowca i dalej wierchem do schroniska pod Obidowcem, stąd przez szczyt Obidowca i dalej wierchem do schroniska pod szczytem Turbacza z zejściem na Kowaniec. Na szczycie Turbacza ma mieć nawiązanie do szczytowej drogi turystycznej wałem Gorców aż ku Ochotnicy. Podrutowanie Gorców gościńcami spowodowałoby doszczętnie wycięcie lasów, zniszczenie szałaśnictwa, wypłoszenie resztek zwierzyny, odarcie gór z górskiego uroku. Tak samo miejscowość letniskowa Kowaniec – piękna i zdrowa nie potrzebuje wcale dla swojego rozwoju gościńca przez Turbacz i tumanów samochodowego pyłu, smrodu i huku. Wszak stoki Gorców są już przecięte znanym gościńcem Chabówka – Obidowa – Nowy Targ, któy przebiega najwyżej 10 km od Turbacza, a z którego odgłosy trzasku samochodowego aż do schroniska dochodzą”. (za: Matuszczyk A., Gorce przewodnik monograficzny, Poronin 1992, s.33-34)

W tamtych latach już wspominali o śmierdzących samochodach, przecież ile ich mogło być!? Budowę drogi, chyba ironicznie nazwanej „Drogą Orkana” odpuszczono sobie. Kilkadziesiąt lat później za pieniądze unijne przeorują Gorce w odwrotnym niż wtedy kierunku. Podobno dla rowerzystów  i narciarzy biegowych . Oby. Tylko kto będzie pilnował tych „bohaterów na mechanicznych koniach” zdobywających góry? Po kontroli okazało się oczywiście, że pozwolenia naciągnięto do granic możliwości, wycięto za dużo drzew, droga za szeroka, nielegalnie zbudowano szeroką drogę techniczną. Zalecenia poprawy tego wszystkiego podobno łaskawie mają zostać wykonane. Okaże się. Schodząc z Lubania mijamy grupkę dosłownie czterech osób budujących drogę dalej , do Przełęczy Knurowskiej : dwóch pilarzy leżących na brzegu z papierosami w ustach, jednego operatorów maszyn. Ryją.

Etnografia Gorców

Dalej wędrujemy przez Runek (1005 m n.p.m.) i Kotelnicę (946 m n.p.m.), aż  docieramy do Studzionek. Studzionki to przysiółek Ochotnicy Górnej. Do 1910 roku Ochotnica Górna i Dolna stanowiły administracyjną całość. Wieś mierzyła wówczas około 20 km długości (tu liczymy główną drogę) i oprócz tego składała się z zabudowań rozrzuconych po 17 dolinach bocznych potoków. Łącznie daje to około 38 km długości. Od lat Ochotnica walczy z Zawoją o miano najdłuższej wsi w Polsce. Zdaje się, że nie da się tego w jednoznaczny sposób rozstrzygnąć (ze względu na podziały administracyjne i parafialne – te często ważniejsze), więc rywalizacja trwa. Kilkanaście lat temu Piotr prowadził w Ochotnicy Górnej badania etnograficzne na temat czasu i przestrzeni. Nie to istotne. Bo oprócz wiedzy, że świetnie tu gotują (cóż „biedni” studenci z Łodzi często zachodzili na gościnnej polskiej wsi na wywiady w porze obiadowej) wyniósł kilka ciekawych historii. Na przykład tę na temat odrodzenia się stroju ludowego we wsi. Ówczesny ksiądz wymyślił, że fajnie by było gdyby dzieci przystępowały do Pierwszej Komunii właśnie w regionalnym ubiorze. Właśnie, jak to jest z tą gorczańską ludnością? Wcześniej wędrowaliśmy Głównym Szlakiem Beskidzkim przez tereny grup etnicznych takich jak Bojkowie i Łemkowie, czy też przez tereny grup etnograficznych jak Górale Sądeccy czy Lachy Sądeckie, tworzące podgrupy w wielkiej rodzinie Małopolan. W Gorcach ciągle jesteśmy w Małopolsce. I w górach, a jak w górach to górale. Północno – zachodnią stronę gór, w których jesteśmy, zamieszkują Zagórzanie. Ich stolicą jest Mszana Dolna, a najsławniejszą przedstawicielką Justyna Kowalczyk 😉 Południową stronę Gorców zaludniają Podhalanie, ci sami, których kojarzymy z Nowym Targiem, Zakopanem i Tatrami. Krościenko nad Dunajcem, a także leżący w Gorcach Grywałd to z kolei Górale Szczawniccy (Pienińscy). Ich rozpoznacie, bo większość z Was zapewne uczestniczyła kiedyś w spływie Dunajcem. Natomiast północno – wschodnia część Gorców, czyli dolina Kamienicy to tereny Górali Białych (Łąckich), którzy łączą nam miniony już Beskid Sądecki i Gorce etnograficznie.Tak więc w Ochotnicy dzięki proboszczowi dzieci śmigają do kościoła w strojach podhalańskich (chyba, że wynaleźli jakąś swoją własną wersję). Oczywiście i kultura ludowa tego regionu jest przebogata. Z takich ciekawostek, z którymi się nie spotkałam gdzie indziej można by wymienić parę zwyczajów około bożonarodzeniowych. Otóż kiedy przed Bożym Narodzeniem piecze się tutaj ciasto, gospodyni powinna posmarować dzieciom tym ciastem twarze, żeby były białe (!) i tłuste. Na wigilii na stole kładzie się dwie kromki chleba: pszenną i żytnią i między nimi nóż. Jeśli zardzewieje on z którejś ze stron oznacza to brak urodzaju na to zboże. I jeszcze siadając do Wigilii domownicy podkładają sobie pod nogi żelazo, by gospodarstwo „trzymało się kupy”. W Trzech Króli oprócz „mirry, kadzidła i złota” święci się gałązki cisa i jałowca, używanego potem do ochrony wypasanych owiec. Do innych bacowskich zwyczajów należy rozciąganie na ziemi różańca poświęconego w Kalwarii, po którym owce wchodzą do ogrodzenia, dzięki temu trzymają się później na halach razem. Obecnie Studzionki , do których prowadzi droga asfaltowa, bardzo się rozbudowały, większość domów prowadzi agroturystykę. Znajduje się tu nawet mini-skansen. Ale wartością są przede wszystkim widoki. Widoki doceniane przez wielu znanych z Krakowa, m.in. Annę Dymną (zdjęcia z młodziutką aktorką można znaleźć na stronie internetowej domu Kapłaniaków, u których bywała).

etnografia Małopolski

Etnografia Małopolski, źródło: http://www.mcksokol.pl/50,5611,DZIEDZICTWO_KULTUROWE_MALOPOLSKI.htm

 

Powstanie Gorczańskiego Parku Narodowego

Jest gorąco, więc staramy się szybko wejść z przełęczy do lasu na następne górki do przełęczy Knurowskiej. Prowadzi tędy główniejsza asfaltowa droga, jest przystanek autobusowy i … szafa – maszyna z kawą w szopie! Wygląda to dość kosmicznie, kiedy stajesz przed szopą, wrzucasz złotówki i dostajesz kawę z mlekiem 😉 To Ci Gorce! Spróbujcie! Tuż za przełęczą zaczynamy żmudną wspinaczkę na Kiczorę  i w końcu wchodzimy w granice Gorczańskiego Parku Narodowego. Jak już wcześniej opowiadałam, idea ochrony Gorców powstała w momencie zakusów ówczesnych władz zabetonowania części gór, by budować drogi, cywilizować okolicę. Początkowo powstały małe rezerwaty: pierwszy prywatny rezerwat przyrody powstał już w 1927 roku na terenach należących do hrabiego Ludwika Wodzickiego i obejmował północne stoki Turbacza i źródło potoku Turbacz, drugi w Dolinie Łopusznej, itd. Niestety ciągle było za mało. Gospodarka wyniszczała przyrodę (PRL!). Aż 1 stycznia 1981 roku na obszarze 5.908 ha powstał Park. Później obszar ten kilkakrotnie powiększano, aż do dziś kiedy ochroną objęto trochę ponad 7 000 ha. Niestety lasy są bardzo osłabione. Wyniszczyła je m.in. zasnuja wysokogórska, której larwa zżera igliwie świerków, a także wysokie zanieczyszczenie powietrza. Podobno zawartość metali ciężkich w lasach gorczańskich jest podobna tej w Puszczy Niepołomickiej pod Krakowem! Nic tylko budować nowe schroniska i drogi!

W każdym bądź razie my po 6 km wspinaczki osiągamy trzeci szczyt Gorców – Kiczorę (1282 m n.p.m.). Jeszcze 100 lat temu było to miejsce lęgowe rysi i czarnych bocianów. Stąd też można odbić kawałek na Jaworzynę Kamienicką (1288 m n.p.m.), na której stoi „Bulandowa kapliczka”. To ciekawa postać związana z gorczańskim gazdowaniem. Baca Tomasz Chlipała, zwany Bulandą pasł tutaj swoje owce przez ponad 50 lat. Był nie tylko pasterzem ale i czarownikiem i znachorem, słynnym „sabałą gorczańskim” przełomu XIX i XX wieku. Sztuki znachorskiej nauczył się w Lewoczy na Słowacji. Największą sławę przyniosło mu uzdrowienie bydła na plebanii w Niedźwiedziu i uwolnienie tamtejszej obory od czarów (!). Był też wiejskim chirurgiem: nastawiał złamane ręce i nogi. Legendą obrósł ponadto w związku ze skarbem zbójnickim jaki miał znaleźć. Ufundował na szczycie kapliczkę koło której miał zakopać czarodziejską księgę. Kolorowa postać. Ale pora go zostawić i zdobyć najwyższy szczyt Gorców, czyli Turbacz. Szczególnie, że zgłodnieliśmy, a tu na Długiej Hali stoi „wzorcowa bacówka”, w której dość mrukliwy staruszek sprzedaje oscypki i żętycę. Wychyliliśmy duszkiem po półlitrowym kubku (co ma być to będzie) i zagryźliśmy słonym kruszącym się (w sumie nie najlepszym) serem. W oddali było widać już Schronisko pod Turbaczem.  Moloch. Paskudny olbrzym. Pierwsze schronisko na Polanie Wisielakówce zaprojektował Karol Stryjeński, ale tak zwani „nieznani sprawcy” przeciwnicy rozwoju turystyki spalili je. Następne zaczęto budować na Hali Długiej, ale II Wojna nie pozwoliła go dokończyć. Też spalone. Obecne zaprojektowała Anna Górska. Widoki ładne, ale jest tam tak cholernie drogo i  niezbyt smacznie (potrafią nawet zrobić niesmaczne pierogi z borówkami!), że nie polecam. Chyba, że umieracie z głodu, ale to może wtedy lepiej te oscypki … Kilka minut za schroniskiem osiągamy właściwy szczyt. I po szybkim zgarnięciu skrytki geocachingowej rozpoczynamy wędrówkę w dół. Powoli przyzwyczajamy się do myśli, że opuszczamy Gorce. Ale nie tak szybko! Schodząc powoli z Turbacza w kierunku Obidowca trzeba wspomnieć o chyba najbardziej żywej legendzie tych gór, czyli Władysławie Orkanie. Literat, poeta i publicysta z Poręby Wielkiej, w której to znajduje się „Orkanówka”, dom pisarza i muzeum biograficzne. Prawdziwe nazwisko miał niezbyt piękne: Franciszek Salezy Szmaciarz. Kochał miejsce swojego urodzenia i tutejszą przyrodę, o czym pisał w utworach. A potrafił:

Cała dolina zamknięta wąwozem zdawała mu się ogromnym kościołem, którego ściany zieloność przybrała: jasna i ciemna i spłowiała nieco, pnąca w górę wzorzystym rozkwitem aż ku samemu wierchu pod sklepienie. A zaś po owym sklepieniu płynęły baranki czyste, wykąpane w rosie, to znów pierzaste jak łabędzie, nieprzejrzystym stadem.” (za: Matuszczyk, Gorce, s.64)

Czytajcie. Nie tylko jego. A jeśli chcielibyście więcej wiedzieć o nim, to warto odwiedzić muzeum mu poświęcone.

W drodze na Obidowiec (1106 m n.p.m.) zalotnie spogląda na nas mały lisek…

W schronisku na Starych Wierchach pusto, gdy zachodzę tam po pieczątkę, przerywam jakąś kłótnię małżeńską. Może i na szczęście. Tutejszy budynek wygląda o niebo przyjemniej niż ten olbrzym na Turbaczu. Legenda głosi, że dawniej stała tu karczma, której właściciel zabił zbójnika. Tak tym rozjuszył pozostałych, że go pojmali i torturowali: polewali brzuch wrzątkiem, wiązali rozżarzonym łańcuchem i toczyli do potoku. Znajduje się tu największy węzeł szlaków w Gorcach.  Trochę niżej, mijając już pola uprawne, przepięknie wyglądające w promieniach zachodzącego słońca, osiągamy bacówkę na Maciejowej, czyli tak naprawdę na polanie Przysłop u stóp Maciejowej (815 m n.p.m.). Wybudowano je  w 1977 roku według projektu Stanisława Karpiela. Ciekawostką jest zachowane oryginalne wnętrze zrobione przez absolwentów Liceum Plastycznego im. Kenara z Zakopanego (rzeźby na ścianach, krzesła, ochrony na grzejniki).

W promieniach zachodzącego słońca schodzimy w kierunku Rabki Zdroju, gdzie kończy się nasze wędrowanie i tego dnia (rozbijamy tuż przed miastem namiot), a także marszruta przez Gorce. Następnego Dnia znajdziemy się już w Beskidzie Makowskim.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

strona www Gorczańskiego Parku Narodowego tutaj

dzień trzynasty : Przehyba – Skałka (1163 m n.p.m.) – Przełęcz Przysłop – Dzwonkówka (983 m n.p.m.) – Przełęcz Siodełko – Groń (803 m n.p.m.) – Krościenko nad Dunajcem – Lubań (Baza namiotowa SKPB)

dystans: 21,84 km
w górę: 1164 m
w dół: 1090 m
czas przejścia: 7 godz 10 min

przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego

Krościenko – sklepy

Pole namiotowe Cypel : tutaj

Baza namitowa SKPB Lubań : tutaj ( źródło z wodą kilkaset metrów poza szlakiem , w bazie mapka jak do niego dojść)

dzień czternasty: Lubań – 3-4 km przed Rabką Zdrój

dystans: 29,3 km
w górę: 1159 m
w dół: 1360 m
czas przejścia: 8 godz 50 min

przejście GSB

Główny Szlak Beskidzki – Gorce

noclegi i sklepy:

Ochotnica-Studzionki – noclegi w kilku agroturystkach (przyjmują na jedną noc )

Przełęcz Knurowska – przy domu na północ od przełęczy dwa automaty z napojami wmontowane w stodołę 🙂

źródło z wodą na szlaku 15 minut przed schroniskiem na Turbaczu  , 5 minut dalej Bacówka GPN można  żentycę (polecamy) i oscypki ( nie polecamy  )

Schronisko PTTK na Turbaczu (można rozbić namiot , w schronisku jest pomieszczenie kuchenne dla turystów zaraz przy wejściu po prawej stronie ), ich strona www tutaj

Schronisko PTTK na Starych Wierchach tutaj

Bacówka PTTK na Maciejowej tutaj

Rabka Zdrój , sporo sklepów , campingu brak