Bieszczady na Głównym Szlaku Beskidzkim

 

Główny Szlak Beskidzki. Zazwyczaj najtrudniej jest zacząć. W naszym przypadku było dokładnie odwrotnie. Przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego zaczęliśmy od znanych mi Bieszczadów. Bieszczadów z mojej pierwszej kolonii dziecięcej, gór ze sporej części licealnych wagarów i miejsca wakacji (tylko tutaj udało mi się spędzić tydzień pod namiotem w deszczu, w trakcie tzw. bieszczadzkiej tygodniówki, nie wychodząc z niego). Bieszczadów już dawno nie dzikich i nie pustych, ukrywających się pod pierzynką legend. Zatłoczonych. Ale mimo to niezmiennie pięknych. Stąd postanowiliśmy zacząć naszą przygodę z 501 km długości (według najnowszych danych) szlakiem przez najpiękniejsze polskie góry. Była to niezamierzona decyzja pójścia pod prąd, bo przewodnik opisywał dokładnie trasę z Ustronia Zdroju do Wołosatego, z zachodu na wschód, co spowodowało, że czytaliśmy go niczym hebrajską księgę. Na kilkanaście najbliższych dni czerwone oznakowanie miało nas prowadzić przed siebie szczytami i przełęczami.

Plecaki spakowane, pogoda upalna. Czego można więcej chcieć. Miejsce startu / mety w Wołosatem jest bardzo dobrze oznaczone. Drewniany słupek z kropeczką jasno i wyraźnie mówi: stań tu gościu, zrób sobie zdjęcie i wędruj Głównym Szlakiem Beskidzkim. Powodzenia! Tak też uczyniliśmy.

Zaraz, zaraz. Czy ktoś się kiedyś zastanawiał skąd się biorą szlaki? Wszyscy tak włóczymy się po ścieżkach różnego koloru, sczytujemy dane z drogowskazów z kierunkiem, czasem przejścia czy odległością, ale skąd się one biorą w tych miejscach, w których są akurat potrzebne?

 

Szlaki turystyczne w górach – historia znakowania i historia GSB

 

Oczywiste, że pierwsi turyści spacerowali drogami wydeptanymi przez pasterzy i ich owce, przez zwierzęta i ludzi różnych zawodów (kłusowników, zbieraczy ziół itp.). Bo nie mieli wyjścia. Nie znali terenu, więc musieli korzystać z doświadczeń miejscowych. Dopiero gdy w 1873 roku postało Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie (potem po prostu Towarzystwo Tatrzańskie albo Polskie Towarzystwo Tatrzańskie), rozpoczęto prace nad udostępnieniem tras przez budowę ścieżek turystycznych, schronisk i schronów. Z czasem zaczęto te ścieżki znakować drogowskazami i farbą na drzewach i kamieniach. Pierwszy polski szlak wyznakował za pomocą drogowskazów w 1880 roku Leopold Wajgel między Żabim – Krasym Łuhiem i Howerlą w Beskidach Wschodnich (dziś Ukraina). Natomiast pierwsze malowane znaki  położył w 1887 roku Walery Eljasz Radzikowski (malarz, fotograf, autor przewodników) na drodze z Jaszczurówki do Morskiego Oka przez Psią Trawkę i Polanę Waksmundzką.

Kolory szlaków turystycznych

Jak wyglądało wówczas znakowanie? Malowano pojedynczy czerwony pasek cynobrem, farbą drogą, ale trwałą (podobno jeszcze dziś na starych głazach i drzewach widoczne są resztki ubiegłowiecznych znaków). Dość szybko do czerwonego paska zaczęto dodawać biały, poprawiając jego widoczność. Po I wojnie światowej dołożono drugi biały pasek, i ten oto zestaw od lat dwudziestych stał się normą. Twórcami szczegółowej instrukcji zasad i metodyki znakowania byli Feliks Rapf (działacz PTT z Nowego Sącza) i Witold Mileski. Sieć szlaków rosła z każdym rokiem, pojawił się więc pomysł, by stworzyć logiczny system służący rozwojowi turystyki górskiej. W 1923 roku Kazimierz Sosnowski tak pisał w artykule w „Przeglądzie Sportowym” (rok później przedrukowano go w drugim numerze Wierchów):

Coraz częstszym staje się zjawiskiem, że turyści, wycieczki szkolne, harcerskie, nie poprzestają na zwiedzeniu jednej grupy górskiej, lecz przeciągają przez górotwór w jednej wielodniowej wędrówce. Zatem nie tylko rozmieszczenie schronisk, ale i znaczenie dróg powinno być tak uregulowane, iżby turysta w oddaleniu jednodniowej drogi mógł natrafić na schroniska i noclegowe domy, a nadto iżby nie gubił się w labiryncie znaków, lecz mógł odróżnić szlaki główne od bocznych i łącznikowych dróg„.

 

Główny Szlak Beskidzki, Bieszczady, trasa

 

Potem wylicza on szlaki, które mogłyby być uznane za główne i proponuje ich połączenie w „jeden wspaniały szlak szczytowy idący przez całe Beskidy Zachodnie, co byłoby dziełem, którym turystyka polska mogłaby się chlubić”. No i zaproponował kolor czerwony (za: Kresek Z., Główny szlak zachodniobeskidzki im. Kazimierza Sosnowskiego, Warszawa-Kraków 1989). Pomysł Sosnowskiego poszedł do realizacji już w 1924 roku. W Beskidach Wschodnich przebieg szlaku zaprojektował Mieczysław Orłowicz, twórca Akademickiego Klubu Turystycznego we Lwowie. Główny Szlak Beskidzki znakowano  od 1925 po 1935 rok. W Gorganach trasę zaproponował prezes oddziału lwowskiego PTT – Adam Lenkiewicz. I tak oto szlak długości około 800 km prowadził turystów z Ustronia do Szybenego (wschodnia część Czarnohory). Po śmierci Józefa Piłsudskiego zjazd członków PTT w Stanisławowie nadał całemu szlakowi beskidzkiemu imię Marszałka. Obecnie trasa oczywiście różni się od tej przedwojennej, co oczywiste w związku ze zmianami granic. Skrócono go o teren większości Beskidów Wschodnich, które znalazły się na Ukrainie, a także przeznakowano go trochę w Bieszczadach. W 1954 wytyczono część z Komańczy na Halicz, w 1975 przedłużono na Rozsypaniec i ostatecznie w 1984 doprowadzono do Wołosatego. Zajęli się tym Władysław Krygowski i Edward Moskala. W 1973 roku Główny Szlak Beskidzki otrzymał też  imię Kazimierza Sosnowskiego.

Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze, czyli PTTK

No to już wiemy skąd się wzięły biało – czerwono – białe znaki, które zaprowadzą nas z Wołosatego do Ustronia. Jednakże nie zrobiono ich raz i istnieją po dzień dzisiejszy, ktoś musi co jakiś czas je odnawiać, bo i drzewa się łamią (albo są wycinane) i farba płowieje w słońcu i śniegu. Po rozwiązaniu się wcześniej istniejących organizacji takich jak Polskie Towarzystwo Tatrzańskie czy Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, w 1950 roku powstało Polskie Towarzystwo Turystyczno – Krajoznawcze (PTTK), którego jednym ze statutowych zadań jest utrzymywanie i znakowanie szlaków. I to jego członkowie wędrują z szablonami i puszkami z farbami po swoich „oddziałowych odcinkach” i na raz na trzy lata odnawiają znakowanie (w ciągu całej wędrówki spotkaliśmy jednego z panów PTTK-owców pod Baranią Górą, ze sprzętem malarskim).

 

przebieg Głównego Szlaku Beskidzkiego
źródło: https://wapniakiwdrodze.pl/wp-content/uploads/2015/09/blog1szlak.jpg

 

Główny Szlak Beskidzki, dane statystyczne:

długość: 501 km
najwyższy punkt: Babia Góra w Beskidzie Żywieckim 1725 m n.p.m.
najniższy: Kąty w Beskidzie Niskim 310 m n.p.m.

 

przejście Głównego Szlaku Beskidzkiego, odcinek Bieszczady

Wiemy już co, kto i jak, więc idziemy. Hajda w Bieszczady!

 

Główny Szlak Beskidzki a historia Bieszczadów

 

Legenda głosi, że nazwę ten skrawek ziemi zawdzięcza swoją nazwę zmutowanym diabłom licznie zamieszkujących to odludzie. Jedne z nich nazywały się biesy, a drugie czady. Były to najgorsze z najgorszych piekielnych stworów, także nawet w piekle nie mogli z nimi wytrzymać, dlatego umieszczono je właśnie tutaj w specjalnym czarcim rezerwacie. I nazwano to miejsce – Biesczady. W przyrodzie musi być równowaga, tam gdzie zło, powinno być i dobro, gdzie diabły powinny być i anioły. Niestety nikt z nieba nie chciał zamieszkać z tymi stworami, dlatego biesy i czady zagrały w orła i reszkę: wyszło im, że biesy będą od złego, a czady od dobrego. Nastała równowaga i nawet ludzie zaczęli się tu powoli osiedlać…
Osobiście wolałabym wędrować z Czadem … 😉

 

Wołosate – początek/koniec Głównego Szlaku Beskidzkiego

Czym są zatem Bieszczady fizycznie? Częścią wielkiego łuku Karpat, młodymi górami z tzw. systemu alpejskiego (alpidów). Zbudowane są z fliszu – skał osadowych powstałych na dnie głębokiego zbiornika morskiego zwanego Oceanem Tetydy (magiczna nazwa!). Jakieś 28 milionów lat temu płyta europejska zderzyła się z blokiem panońskim i flisz się sfałdował. Z tych fałd powstały płaszczowiny, także te tworzące nasze Bieszczady, czyli płaszczowina dukielska i śląska biegnące z północnego zachodu na południowy wschód.
Na początek szlaku podrzucili nas nasi rodzice. Tradycyjne foto przy tabliczce, pieczątka z pobliskiego parkingu inicjująca nasz zbiór pieczątek ozdobnych z GSB, mijamy punkt kasowy Wołosate I, jakiś kilometr dalej podchodzimy do kasy Wołosate II … zamknięte! Piszą, żeby zapłacić w Wołosate I (Złośliwe Biesy). No jasne, już lecę z powrotem ! Cóż, ruszamy na gapę.

Bojkowie – trochę zapomniani mieszkańcy Bieszczadów

Niekoniecznie przepadam za tym długim podejściem szeroką dróżką z Wołosatego, ale to jest najdalej na południe zamieszkana miejscowość w Polsce, więc jakoś z tego głębokiego wora trzeba wyjść 😉 W międzywojniu mieszkało tu ponad 1200 osób – przeważnie Bojków. Jak w większej części Bieszczadów: we wsiach górskich stanowili oni większość. No tak, kim są Bojkowie? Wschodnia część łuku Karpat zamieszkiwana była przez różniące się od siebie grupy górali o pochodzeniu rusińsko – wołoskim. Od Rumunii po Gorgany na Ukrainie mieszkali Huculi, od Wysokiego Działu w Bieszczadach po Łomnicę w Gorganach Bojkowie, no i dalej w Dolinie Osławy Łemkowie. Bojkowie nie mieli wyraźnej tożsamości grupowej, byli zapóźnieni i gospodarczo i kulturowo (porównując ich z Łemkami). Parali się pasterstwem i uprawą roli. Mieszkali w zagrodach jednobudynkowych, gdzie pod tym samym dachem znajdowały się i pomieszczenia mieszkalne i stajnia (dla zwierząt) i boisko (na zboże i wóz). Wierzyli w  dwie dusze: pogańską i chrześcijańską, a także w … wampiry! Nie troszczyli się o miejsca pochówku, stąd tak trudno znaleźć cmentarze bojkowskie. Sporo o nich samych, ich życiu i kulturze możecie się dowiedzieć zaglądając do skansenu w Sanoku.
W 1944 roku ludność stąd wysiedlono na Ukrainę, po wojnie resztę przymusowo przeniesiono na Ziemie Zachodnie i Pomorze. Bieszczady opustoszały.
W Wołosatym w trzeciej ćwierci XX wieku powstał Igloopol, obecnie jest to Zachowawcza Hodowla Konia Huculskiego (cudowne wytrzymałe konie). Same wiejskie mieszkalne budynki  to dzisiaj straszne „murowańce”, jak to na polskiej wsi.

 

na Głónym Szlaku Beskidzkim

 

droga na Halicz, Główny Szlak Beskidzki

 

Główny Szlak Beskidzki – relacja z przejścia odcinka bieszczadzkiego 

 

Zapewne w trakcie tej dygresji udało się nam już pokonać całą trasę do Przełęczy Bukowskiej, gdzie podchodzimy na Rozsypaniec (1280 m n.p.m.). Tutaj warto się odwrócić, by przy dobrej pogodzie popatrzeć na góry po stronie ukraińskiej, gdzie w panoramie wyróżnia się Pikuj (1407 m n.p.m.), najwyższy szczyt całych Bieszczadów. Kawałek dalej, oczywiście czerwonym szlakiem, osiągamy Halicz (1333 m n.p.m., nazwa oznacza goły, niezalesiony szczyt – „halizna”;)). Na tym szczycie zatrzymaliśmy się na dłuższą chwilę, ponieważ jedną z naszych rozlicznych fiksacji jest geocaching, a dokładnie na tym szczycie znajduje się mała magnetyczna skrytka (uwierzcie, nie jest łatwo na tak małym terenie, obsadzonym przez dziesiątki tyłków niepostrzeżenie przeszukiwać kamienie i barierki ;)). Całe szczęście spotkaliśmy tam trójmiejską ekipę keszerów, więc mogliśmy się trochę pozasłaniać… Uwielbiam wędrować trawersem Krzemienia wśród wysokich traw. Piękne słońce, kołyszące się łany, cudownie! Lekki wietrzyk sprawia, że słońce nie praży aż tak mocno.

 

Tarnica – najwyższy szczyt polskich Bieszczadów i Korona Gór Polski

 

Żałujemy, że na przełęczy Goprowskiej źródełko wyschło całkowicie, bo chętnie byśmy sobie dodatkowo ochlapali twarz przed wejściem na Tarnicę (którą Główny Szlak Beskidzki pomija, ale w związku z Koroną Gór Polski musieliśmy i tam podskoczyć). Przy okazji nie wiem ilu z Was wie, że nazwa najwyższego w polskiej części Bieszczadów szczytu pochodzi od rumuńskiego słowa „tarnita” oznaczającego siodło, przełęcz. Sam wierzchołek jest wąski, wyściełany złomowiskiem skalnych i pozostałościami wojennych okopów. Na tym wydeptanym poletku stoi punkt geodezyjny i żelazny krzyż z 1987 roku przypominający, iż ks. Karol Wojtyła tu był (w 1954, w sumie podczas całej trasy natykamy się na żółty szlak papieski – można by pomyśleć że późniejszy papież miał aż tyle wolnego na górskie wędrówki).
Na całej długości trasy, na zboczach gór przy szlaku leżały zwały drewna i metalowych pali. Jak się okazuje „schody” wybudowano jak na razie tylko na Tarnicę, ale w przygotowaniu  jest ich o wiele więcej. Czy to dobrze, czy źle? Czas pokaże.  Z Szerokiego Wierchu zachwycają nas kolejne rozległe panoramy, za które tak kochamy bieszczadzkie wzniesienia. W każdym kierunku. Tak, że się nie chce schodzić do Ustrzyk Górnych, no, ale przed nami jeszcze 478 km!

Ustrzyki Górne i Połoniny

Nazwa wsi pochodzi najprawdopodobniej od rusińskiego słowa ustrik, co oznaczało zlewnię dwóch potoków (nie inaczej jest w rzeczywistości). Różnie tu bywało. Dziś Ustrzyki Górne mimo, iż są nieziemsko brzydkie w swej zabudowie, jarmarcznie drogie, jak niestety większość bieszczadzkich większych turystycznych miejscowości, to jednak po zmroku mają jakąś magię. Może to ciemność i piwo, a może po prostu dzięki otaczającym je górom, jestem w stanie wybaczyć im wszystko. W sumie fajnie jest tu spać pod namiotem, wstać wcześnie rano i od razu być na szlaku.
Nam w nocy trochę popadało, dzięki czemu drugiego dnia Główny Szlak Beskidzki był mglisty, tajemniczy i parny. A przed nami były cudowne połoniny z równie cudownymi ostrymi podejściami i zejściami!
Tym razem przy czynnych kasach biletowych odciążyliśmy się z drobnych na bilety i dociążyliśmy się dodatkowo trzema książeczkami o ścieżkach przyrodniczych w Bieszczadach w śmiesznych kilkuzłotowych cenach (typu: 2,80 zł). Okazało się, że ścieżek opisanych jest więcej, ale dyrekcja Parku wydała je pieniądze z dotacji unijnych, więc powinna rozdawać je za darmo, a tak im się nie chce / nie opłaca. Więc trzymają je zapewne w jakiejś szafie w biurach. Oczywiście można się tam udać w godzinach ich urzędowania i poprosić o nie. Niewielu znam, którym chciałoby się marnować czas na wędrowanie po biurach. Pocieszające jest jednak, że pewnie gdy minie pięć z reguły obowiązkowych lat utrzymywania projektu unijnego, to książeczki w śmiesznych cenach wypłyną do punktów kasowych do sprzedaży… A to Polska właśnie!

 

Bieszczadzki Park Narodowy – piętra roślinności

Co wyróżnia Bieszczady na tle kolejnych pasm górskich? Mimo że w ich wyglądzie mocno namieszał człowiek, bo najpierw przez wieki wycinaliśmy ile się da, przez co obniżyliśmy jakość lasów (wycinano zdrowe buki, zostawiając chore, a także brzozy i olchy, które mogły się swobodnie rozrastać), by następnie po wojnie pozwolić przyrodzie powtórnie zdziczeć (w opustoszałych Bieszczadach). Teraz znów są ludzie i co z tego wyniknie – zobaczymy. Bieszczadzki Park Narodowy utworzono  dopiero w 1973 roku do ochrony „typowego krajobrazu Karpat Wschodnich”, potem dwa razy jeszcze poszerzano. Unikatowość krajobrazu , przejawia się  tutaj w układzie pięter roślinnych:
piętro pogórza, do 500 m n.p.m., widoczne w zachodniej części Przedgórza Bieszczadzkiego, na południe od doliny Sanu, są to lasy grądowe w dolinach rzecznych;
piętro lasów liściastych (regiel dolny), w jego partii dolnej znajdują się lasy mieszane, zaś górny tworzy prawie czysty las bukowy (buczyna karpacka). To osobliwość bieszczadzka, że górną granicę lasu tworzą karłowate, płożące się buki o poskręcanych koronach, a nie ma regla świerkowego i kosodrzewiny!
piętro połonin, na wysokości ponad 1200 m n.p.m., gdzie rosną murawy i niskie krzewinki. (profesjonalnie: borówczyska, traworośla ze śmiałkiem darniowym, łąki chabrowo – pełnikowe, , psiary, murawy alpejskie).

Połonina Caryńska – królowa bieszczadzkich połonin

I to dzięki tym połoninom tak lubimy wędrówki po Bieszczadach. No, ale żeby mieć widok, trzeba się najpierw wspiąć. Najpierw na Caryńską, zwaną od nieistniejącej wsi Caryńskie, do której należały niegdyś północne stoki góry. Posiada on trzy wierzchołki wznoszące się ponad 1200 m z najwyższym Kryhlym Wierchem (1297 m n.p.m.), a to oznacza, że idąc czerwonym z Ustrzyk trzeba pokonać na odcinku 6 km prawie 600 metrów przewyższenia. W lesie. Dodam, że tego dnia bardzo parnym i mglistym. Wręcz tropikalnym. Częściowo po schodach 😉 Spływaliśmy potem równo przez cały czas, aż do samych połonin, kiedy to zrobiło się zimno i … mgliście. Z widoków nici. Schodzimy do Brzegów Górnych (Berehy Górne do 1968 roku), które niegdyś były dość ludną wsią, po której jedynym wspomnieniem jest cmentarz grekokatolicki na stoku połoniny. I to jedynie jedynie jedenaście nagrobków ocalonych od zniszczenia w czasie PRL-owskiego zagospodarowywania tych gór.

 

Schronisko Chatka Puchatka i Połonina Wetlińska

W Brzegach znajduje się znany wszystkim parking, z którego wielu turystów korzysta, by wejść na jedną z połonin w trakcie jednodniowych wycieczek. Tu też w punkcie kasowych odkrywamy nową dużą pieczątkę zrobioną przez BdPN. Podobno w większości punktów takie są, tyle że tylko tutaj się tym chwalą (chciałoby się zakląć). Cóż, kiedy indziej. Wspinamy się na Wetlińską. Po drodze mijamy dziesiątki rodzin z dziećmi, małymi i większymi. Tym razem na długości 3 km pokonujemy 450 m przewyższenia. Nie zdziwi Was zapewne fakt, że spływamy potem ponownie ;). Na górze czeka na nas znane wszystkim schronisko Chatka Puchatka. Sporo się ostatnio mówi o tym miejscu, bo doczekał się rozwiązania trwający od kilkunastu lat spór o budynek pomiędzy Parkiem a PTTK. Sąd przyznał rację Parkowi, komornik zamienił tabliczki i póki co, na tym zmiany zakończono. Schronisko pozostało w rękach legendarnego Lutka Pińczuka,który zawiaduje tym miejscem od lat 60-tych. I to dzięki niemu to jedyne górskie schronisko w Bieszczadach (inne znajdują się w dolinach) jest obiektem całorocznym. Miejsce to nazywane Tawerną, czy Republiką Wetlńską (za czasów warszawskich harcerzy), ostatecznie zyskało słodkie misiowate miano. Określenia tego po raz pierwszy użył Leonid Teliga, żeglarz, który w jednym z reportaży napisał, iż czuje się na swojej łajbie zagubionej w bezmiarze oceanu jak ta samotna Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. Pińczuk w jednym z wywiadów powiedział, że określenie to spodobało mu się i tak pozostało.
Sam Pińczuk jest żywą legendą Bieszczadów i oczywiście GOPR-wcem. Jednym z najstarszych. Z jego „Książki dyżurów” z Połoniny Wetlińskiej:

30.10.1966 r. Temperatura -5°C. Opad śniegu 30 cm. Wiatr północno-wschodni, porywisty. Widoczność bardzo słaba. Fakt dla mnie niepokojący; do schronu nie wrócił mój koń, którego sprowadziłem na Połoninę! O dziesiątej wyszedłem na poszukiwanie, wróciłem o czternastej, nie napotkawszy żadnego śladu. Bardzo się boję, że mogło się coś stać, dlatego, że Karo zawsze, gdy zmarzł albo większy deszcz padał, to przychodził sam Posuwanie się w terenie bardzo trudne – śnieg puszysty, nastroszona trawa i silny wiatr.
31.10.1966 r. Temp.-5°C , opada śniegu, bardzo silny wiatr. W dalszym ciągu uskuteczniam poszukiwania konia.
(…)
2.11.1966 r. Temp. . Bez opadu, wiatr słaby, widoczność dobra. Gdy o godzinie trzynastej wracałem z Nasicznego, w lesie na stoku południowym natrafiłem na ślady konia, poszedłem za nimi. Prowadziły w kierunku schronu. Przy wyjściu na Połoninę powstała dwumetrowa zaspa, której koń nie mógł sforsować. Na całej trasie, jak i w miejscu postoju konia, widac było ślady odgrzebywania trawy spod śniegu, jak i zgryzania pędów malin i młodych pędów drzewek, krótymi koń się posilał. Z chwilą, gdy nadchodziłem, koń zarżał z radości, a później tulił uszy. 

(źródło powyższego cytatu: Wołanie z Połonin. Opowieści bieszczadzkich Goprowców, red. E. Marszałek, Krosno 2008, str. 42)

UAKTUALNIENIE: niestety ale Chatka Puchatka od 2017 jest zamknięta, prowadzone są tam jedynie dyżury ratowników

Połonina Wetlińska to bardzo charakterystyczna bieszczadzka połonina, długa na kilka kilometrów, z kilkoma wierzchołkami. Jej stoki południowo – zachodnie są krótkie i stromo opadają w stronę Wetlinki, a północno – wschodnie to długie grzbiety łagodnie opadające w stronę odległej doliny Sanu. Zazwyczaj roztacza się stąd piękny rozległy widok. W okolicy Chatki ma miejsce pierwsze zdziwienie, podejrzenie przywidzeń, i to zbiorowych, jakie mamy. Otóż we mgle mija nas wyobrażenie kobiety w krótkich spodenkach, bluzeczce i z …. parasolem. P. szybko robi zdjęcie, no ale jego wyświetlacz nie działał, nie mogliśmy zwidy potwierdzić, aż do spotkania z jakimś komputerem. Długo dyskutowaliśmy o tym zjawisku. Całe szczęście nie był to nadmiar tlenu – ona rzeczywiście tam była!

 

Brzegi Górne w Bieszczadach

 

jeden ze szczytów Caryńskiej we mgle

 

na bieszczadzkich szlakach

 

Główny Szlak Beskidzki

 

na Połoninie Wetlińskiej

 

Smerek – mój ulubiony bieszczadzki szczyt

Z połoniny schodzimy na przełęcz Orłowicza i snujemy się na Smerek (1222 m n.p.m.). Mgła powoli ustępuje, kwiaty i borówki zaczynają mocno pachnieć w słońcu… Warunki nie sprzyjają raźnemu marszowi, ogarnia nas raczej leniwe podjadanie. A tam we wsi czekają nasi przyjaciele. Ze szczytu widać (a przynajmniej tak nam się wydaje) dach ich domu. Złazimy do doliny Wetlinki i Kalnicy, jeszcze tylko trochę „asfaltowania” (jak P. nazywa używanie asfaltowych dróg do przeprowadzenia szlaku, albo może odwrotnie – asfaltowanie istniejących szlaków) i … trafiamy w sam środek bieszczadzkiej imprezy. Cudowni ludzie, cudowne miejsce. Szkoda, że noc taka krótka…

 

krzyż na Smereku

 

droga ze Smereka do doliny Wetlinki

 

Ze Smereka szlak czerwony wiedzie nas przez mocno zarośnięte tory nieistniejącej już kolejki wąskotorowej, którą jeszcze w latach 80-tych udało mi się jechać na obóz z harcerzami z Rzepedzi do Wetliny. Dziś jako kolejka turystyczna kursuje już tylko na odcinku Majdan – Przysłup – Majdan. Pozostałe tory zarosły.

Borówkowe pola Fereczatej, Okrąglika i Jasła

Resztę dnia można by nazwać dniem borówki. Bo jak tu przejść obojętnie wobec tak pachnących darów natury? W takiej ilości? I to pomimo tego, że mijamy profesjonalnych nielegalnych zbieraczy ze starymi plecakami z metalowym stelażem wypełnionych łubiankami pełnymi owoców na plecach! Dla wszystkich wystarczy. Nawet coś zostanie dla niedźwiedzi. Bo pomimo tego, że oficjele PRL-owscy urządzali sobie na nie polowania w Bieszczadach to kilka niedźwiedzi się ostało. Z Fereczatej (1102 m n.p.m.) piękny widok na góry słowackie i pola … borówek. Z Okrąglika (1101 m n.p.m.) przez borówki na Jasło (1153 m n.p.m.). Mijamy się z rodzinką z dwójką dzieci, którzy rozmawiają ze sobą w języku francuskim. Jestem zachwycona! W końcu jacyś obcokrajowcy doceniają piękno Polski! Nie tylko taniość piwa na krakowskim rynku, ale przyrodę! Nasze piękne góry! Trzy minięcia się dalej, godzinę później zadbana blondynka rozwiewa moje zachwyty odzywając się do mnie po polsku z akcentem osoby rzadko używającego naszego ojczystego języka. Niestety to nie tak, że reklama pięknej Polski dotarła do Francuzów, Pani pokazuje swoim dzieciom kraj dzieciństwa… No ale chociaż tyle! Przecież mogli pojechać na jakieś wyspy! 😉

 

na masywie Wielkiego Działu

 

Bieszczadzkie zakapiory

Przez to obżarstwo dogania nas K., przyjaciółka ze Smereka, wędrujemy z nią na Małe Jasło, z której roztacza się daleki widok na wewnętrzne partie Bieszczadów. Odgłosy nadciągającej burzy przyspieszają znacząco nasz marsz do Cisnej (w lesie mijamy pomnik upamiętniający katastrofę śmigłowca z 1991 roku, kiedy to w trakcie przygotowań do realizacji odcinka serialu „997” zginęło 10 osób). Tuż przed deszczykiem dochodzimy do knajpy z pizzą i piwem. Cisna jest brzydka. Może zamiast opowieści o niej na chwilę zajmę się bieszczadzkimi zakapiorami. Niedaleko Siekierezady stoi pomnik bieszczadników, legend tych gór. Ludzi, którzy przyjechali na chwilę i zostali tu na resztę życia. Różnej maści artystów i łazęgów. Jak Jędrek Połonina, Jasiu Zubow czy Majster Bieda z piosenki Bellona, czyli Władek Nadopta (O nich wszystkich można poczytać książki albo obejrzeć filmy telewizji regionalnej autorstwa Andrzeja Potockiego na YT). Niestety większość pozostała już tylko duchem w Bieszczadach, a kolejne pokolenie jest chyba całkiem inne. W każdym razie świątków i obrazków w galeriach miejscowych nie brakuje.
Chyba Cisna była zła za to, że uważam że jest tak potwornie brzydka i sprowadziła nam na głowę przeokropną burzę, z piorunami co sekunda. A my w namiocie u stóp Bacówki pod Honem… Nie wystarczyło zamknąć oczu. Bo pozostawały uszy. Przy odwrotnej konstelacji rąk było widać a nie słychać. Druga z najgorszych burz przeżytych pod namiotem przeze mnie i obie w Bieszczadach 😉

Chryszczata i I wojna światowa

Ostatni bieszczadzki dzień stał pod znakiem cmentarzy wojennych i band UPA. Wchodzimy w pasmo Wysokiego Działu w Ciśniańsko – Wetlińskim Parku Krajobrazowym. Główny grzbiet ciągnie się od Rzepedzi po Cisnę z przełęczą Żebrak po drodze, przez którą wiódł niegdyś trakt handlowy z Baligrodu do Woli Michowskiej. Podobno stała tu niegdyś karczma, zwana Żebrakiem. Nazwa w jednej z wersji nawiązuje do legendy o Żydzie Josku, właścicielu karczmy, który miał piękną córkę, do której startowali przeróżni kawalerowie i tracili majątki w karczmie przyszłego teścia. Inna z wersji podaje, że nazwa pochodzi od bezdomnego żebraka, który tu zamarzł. W każdym razie budynek spłonął w 1915 roku, w trakcie wojny. Bieszczady, a szczególnie porośnięte zbocza Chryszczatej (nazwa tego szczytu od łemkowskiej nazwy – tak powoli wchodzimy w tereny łemkowskie – trującej rośliny chrzeszczate zilie, czyli czworolist pospolity albo od skrzyżowania: chrest to krzyż ) w trakcie I wojny światowej w latach 1914-1915 były polem zaciętych dramatycznych walk. Szczególnie, że prowadzonych też zimą. Zginęło tu kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Większość z nich pozostała tam, gdzie zmarła. Dziś stoją przy szlaku symboliczne krzyże . Po II wojnie w masywie Chryszczatej ukrywały się jednostki Ukraińskiej Armii Powstańczej. Miał tu swoją bazę kureń Rena, złożony z czterech sotni, tu działały sotnie Stacha i Chrina

 

w deszczu na Głównym Szlaku Beskidzkim

 

na szlaku czerwonym w Bieszczadach

 

Główny Szlak Beskidzki

 

Chryszczata (998 m n.p.m.) sławę zyskała dzięki książce Jana Gerharda, opisującej działalność UPA w tym rejonie. Niestety książka zafałszowała sporo faktów i przez nią w zbiorowej pamięci utrwaliło się wiele nie mających miejsca zdarzeń. Ale mleko się rozlało. Dla dociekliwych i zainteresowanych tematem wydano w ostatnich czasach dziesiątki książek mniej lub bardziej naukowych.

Jeziorka Duszatyńskie – największe osuwisko w Polsce (pod względem przemieszczonego materiału)

Na szczycie niegdyś znajdowała się wieża do pomiarów geodezyjnych, po której pozostał słup, a na nim dziesiątki oznaczeń: tu znajduje się węzeł szlaków turystycznych. Głównym Szlakiem Beskidzkim schodzimy do rezerwatu „Zwiezło”. Zwiezło, bo się osunęło 😉 Osuwanie się ziemi w Karpatach jest zjawiskiem dość powszechnym, związanym z budową fliszową, o której pisałam na początku. Tutaj, pod samym szczytem Chryszczatej, w tzw. Steciw Lesie po wiosennych roztopach śniegu i długotrwałych deszczach 13 kwietnia 1907 roku oderwał się kawał zachodniego ramienia góry powalając po drodze las. Zwały rumowiska zatrzymały się dopiero w Olchowatym Potoku, gdzie utworzyły naturalne tamy na wodzie tworząc jeziorka, dziś znane jako Jeziorka Duszatyńskie. Huk był tak wielki, że mieszkańcy Duszatyna w popłochu spakowali manatki i uciekli do pobliskich Prełuk, gdzie w cerkwi uderzono w dzwony „na trwogę”. Jest to największe w polskich Karpatach osuwisko pod względem ilości przemieszczonego materiału. Powstały wówczas trzy jeziorka: Górne i Dolne istnieją do dziś. Z trzeciego, najniżej położonego hrabia Stanisław Potocki w 1925 roku kazał spuścić wodę, żeby wyłowić ryby. Połów był marny, straty nieodwracalne. Hrabia postanowił więc zapobiec takim głupim pomysłom swoich potomnych i dogadał się z prof. Władysławem Szaferem, by objąć ten teren ochroną prawną. Nie ma danych jak to się skończyło, pewne jest że w spisie z 1942 rezerwat w tym miejscu figuruje. Jednakże w 1957 roku, być może dla pewności powołano go jeszcze raz…

 

w rezerwacie Zwiezło

 

Bieszczady koło Komańczy

 

Po drodze podzieliliśmy się naszą wodą, z jakimś wędrującym pod górę turystą, trochę grubawym, który stwierdził, że tak gorąco, a on jeszcze musi z nad tych jeziorek wrócić, więc potrzebuje wody …
Ostatni raz rozbiliśmy namiot w Bieszczadach nad Osławą w Prełukach…

 

Główny Szlak Beskidzki – zapis trasy, mapa, statystyki

Zrzut naszej trasy z Endomondo 😉

Dzień 1: Wołosate II – Przełęcz Bukowska – Rozsypaniec – Halicz – Przełęcz Goprowska – Tarnica-Szeroki Wierch – Ustrzyki Górne

odległość 23,37 km
czas przejścia 7 godzin 6 min
w górę: 999 metrów – w dół: 1085 metrów

 

Dzień drugi: Ustrzyki Górne – Połonina Caryńska – Brzegi Górne – Połonina Wetlińska  – Przełęcz Orłowicza – Smerek – Kalnica – Smerek wieś

odległość: 24,64 km
czas przejścia: 10 godzin 27 min
w górę: 1587 metrów – w dół: 1628 metrów

 

Dzień trzeci: Smerek wieś – Fereczata – Okrąglik – Jasło – Małe Jasło – Worwosoka – Rożki – Cisna – Bacówka pod Honem

odległość: 18 km
czas przejścia: 7 godzin 28 minut
w górę: 951 metrów
w dół: 920 metrów

 

 

Dzień czwarty: Bacówka pod Honem – Hon – Osina – Berest – Sasów – Wołosań – Jaworne – przeł. Żebrak – Chryszczata – Jeziorka Duszatyńskie – Duszatyn – Prełuki

odległość : 26,8 km
czas przejścia : 9 godzin 3 minuty 😉
w górę : 1113 metrów – w dół: 1348 metrów

 

Jak przejść Główny Szlak Beskidzki: odcinek Bieszczady – INFORMACJE PRAKTYCZNE:

\

Bieszczadzka Kolejka Leśna Majdan -Przysłup tutaj
Strona Bieszczadzkiego Parku Narodowego tutaj
wstęp do BdPN jest płatny, można wykupić karnet 😉

Skupiamy się tutaj na noclegach pod namiotem . Podajemy też informacje o wiatach (wszystkie wymienione nadają się do spania albo na ziemi albo na ławach , nie licząc oczywiście tych na terenie parków narodowych ) i źródłach z wodą , podajemy też sklepy na trasie . O noclegach w agroturystykach wspomnimy tylko tam gdzie są jedyną opcją . Kiedy odnosimy się do przewodnika po GSB mamy na myśli wydanie z 2015 roku (A. Hanula, Główny Szlak Beskidzki. Przewodnik turystyczny, Compass 2015)

 

Wołosate – Ustrzyki Górne

Noclegi:

Najsensowniejszą naszym zdaniem opcją jest rozbicie namiotu w Ustrzykach Górnych, złapanie jednego z licznych (tylko w sezonie ) busów do Wołosatego (startują z placu przy skupisku sklepów) i zrobienie pierwszego dnia bez plecaka.

Najpopularniejszy jest PTTK-Camping 150: link tutaj: tutaj

 

Wyżywienie : w Ustrzykach Górnych ciężko umrzeć z głodu , kilka knajp , jeden większy i jeden mniejszy sklep spożywczy (w jednym można płacić kartą) . W Wołosatem jest mini punkt ze słodyczami i napojami tuż przy parkingu.

Na trasie jest kilka wiat, wszystkie na terenie Parku dobrze pozaznaczane w przewodniku po GSB, na źródła z wodą lepiej nie liczyć, w 2015 w lipcu wszystkie były praktycznie wyschnięte.

 

Ustrzyki Górne – Smerek

Noclegi:

Noclegi po drodze dla idących szybciej bądź wolniej :

Brzegi Górne : Camping BdPN przestał tu istnieć, przy jedynym domu można się rozbić za 5 zł (warunki adekwatne do ceny), jest tam też mini sklepik ze słodyczami

Źródło z wodą znajduje się kilkaset metrów od szlaku przy Chatce Puchatka (w dół)

Jedyne wiaty w Brzegach Górnych i przed zejściem do wsi Smerek na granicy BdPN

Smerek 

Namiot można rozbić za 10zł/os przy OW Smerek (na stronie nie ma na ten temat żadnych informacji)

Jedyny sklep tuż przy szlaku , kilka knajp.

 

Smerek – Cisna

Na trasie brak źródeł i wiat

W Cisnej rozbiliśmy namiot przy Bacówce pod Honem za 10 zł/os : (aktualnie nie mają strony www, link do FB tutaj)

W Cisnej knajp nie brakuje, jest też kilka sporych sklepów spożywczych, IT

 

Cisna – Prełuki (Komańcza)

Jedyna woda na trasie w rezerwacie Zwiezło, dwie wiaty na przełęczy Żebrak i Chryszczatej

jakieś 45 minut od szlaku (idąc z przełęczy Żebrak )

Baza studencka Rabe

w przewodniku po GSB oznaczone są trzy pola namiotowe : Duszatyn, Prełuki i tuż przed Komańczą. Żadne z nich oficjalnie już nie funkcjonuje. Dwa pierwsze były kiedyś polami namiotowymi miejscowego nadleśnictwa i do dziś nocleg w tych miejscach jest akceptowany. To w Duszatynie jest bardzo popularne, my spaliśmy w Prełukach nie było nikogo, tylko ślady świadczące o bytności chyba wędkarzy. W Prełukach wodę można wziąć ze studni, którą mamy tuż obok szlaku po prawej stronie (domy są po lewej )

Pole namiotowe przed Komańczą nie istnieje

Komańcza : sklep spożywczo – przemysłowy przy głównej drodze tuż przy szlaku

Campingu chyba aktualnie brak

 

Pytania, interpelacje, postulaty, sprostowania – piszcie śmiało w komentarzach 🙂