Kontakt ze sztuką bywa męczący. Najpierw trzeba mieć wolny od pracy, wieczór, kupić bilety w sklepie chemicznym, następnie trzeba pożyczyć rozkładane bądź nie, ale przenośne krzesełka, dojechać na miejsce, zaparkować na polu, znaleźć wolne miejsce do rozłożenia krzesełek, spryskać się środkiem przeciw miejscowym, cholernie gryzącym muszkom, kupić drinka, ubrać wszystkie rzeczy z plecaka, bo zimno i już! Teraz można delektować się dramatem na scenie. Och życie na angielskiej wsi!
A więc:
5 września w Thorneyburn Rectory w Tarset (prywatnym ogromnym domu użyczonym na potrzeby spektaklu) zebrało się mnóstwo osób z krzesełkami, Wszystkim zwabiły ulotki wyglądające mniej więcej tak:

Ale po kolei:


Najpierw trzeba było znaleźć sobie miejsce i rozłożyć krzesełko:

A nie było to łatwe:

 

bo było nas sporo:

Potem trzeba było się rozgrzać:

Niektórym było bardzo zimno, wiec pochłaniali rozgrzewacze szybko:

I kiedy już wszyscy się ułożyli wygodnie i ciepło, pojawił się On z latarenką w dłoni, jak zjawa szybko mknąca :

i zakomunikował nam, że to:

jest główna, ale nie jedyna scena i będziemy musieli pójść tam:

i tam:

i nawet do kościoła:

przez cmentarz:

i jak się zrobi ciemno, to droge wyznaczą nam lampiony:

i jak się już tak przez trzy godziny nachodziliśmy, to zaczął padać deszczyk:

a ja się zorientowałam, że to już końcowe sceny …

 

 

więc jeśli kogoś interesuje, o czym ta sztuka jest, niech sobie przeczyta książkę!

p.s. Charlotte Bronte “Dziwne losy Jayne Eyre” 🙂